Kiedy byłam mała i mieszkaliśmy w mieście, w niedzielne popołudnia wybieraliśmy się z rodzicami na spacer po dzielnicach domków jednorodzinnych. Nie pamiętam co ja wtedy robiłam, ale rodzice chodzili po uliczkach, zaglądali przez ogrodzenia, do okien i snuli plany o władnym domu. Do teraz mama widząc dom potrafi rozrysować w myślach układ pokoi. Widać nie jest odosobnionym przypadkiem :)
Mój dom ma wiele okien. Zbyt wiele, powiedziałabym, chociaż ostatnio zmieniam zdanie – kuzynka wybudowała dom, w którym okna są ogromne, właściwie zajmują całe ściany od podłogi aż po sufit. Takie nowoczesne domy – akwaria są teraz chyba w modzie. Bardzo długo nie miałam w domu firan i zasłon z prawdziwego zdarzenia. Koleżanki z pracy zdumiewały się, że mnie to nie krępuje. W tej chwili w części okiem na parterze (od strony drogi dojazdowej zwanej przez nas miedzą) mam rolety, w pokoju dziennym drewniane żaluzje (z powodów praktycznych – słońce świeci prosto w telewizor) ale jest sporo pokoi gdzie w oknach nie wisi nic (na przykład w łazience na piętrze :))
Tylko w jednym pomieszczeniu jest dywan. Kiedyś, kiedy w domu nie było Pszczoły i psów - leżały u mnie białe dywany. Później, kiedy pojawiły się psy – białe dywany zostały wyniesione na piętro, na dole pojawił się puszysty, gruby, brązowy dywan. Do pierwszej psiej wpadki, kiedy to dywan miał zostać zawieziony do czyszczenia (to duży dywan, którego do osobowego chyba nie zmieścimy) – Marcin zwlekał ze znalezieniem odpowiedniego punktu usługowego, w końcu okazało się, że psy przywlekają z podwórka codziennie tyle piachu i ziemi, że praktyczniej jest zostawić podłogę bez dywanu.
Rozwiązanie jest bardzo praktyczne, chociaż mało przytulne. W tej chwili skłaniam się do tego, żeby w części pomieszczeń zawiesić miękkie półprzejrzyste zasłony w celu ocieplenia wnętrza. Prosiłyście o zdjęcia kości słoniowej – nie wiem jak bardzo będzie ona przypominała oryginał na Waszych monitorach ale proszę, starałam się uchwycić tak, żeby było porównanie z białym sufitem (na górnym lepiej widać odcień):

Znowu wygląda jak świeżo po wybudowaniu się ;)
Jak widać, nad oknami są otwory do przykręcania karniszy – jadalnia to jedyne pomieszczenie gdzie wiszą firany. Stół czeka obrus, który uszyję kiedy w końcu się tego nauczę :) Poza tym jest pusto, jak wszędzie ostatnio – odkąd Pszczoła zaczęła biegać i sięgać. Kwiaty podłogowe też pożegnały się z parterem bo Pszczoła lubi wygarniać ziemię. Poza tym stół w jadalni zajęty jest na codzień w połowie przez przewijak – najwygodniejsze miejsce na parterze, a trudno mi biegać za każdym razem z Pszczołą na piętro, gdzie mieści się jej pokój.
Trochę to chaotycznie opisuję ale wnioski są jedne – ciągle brak mi ciepła i przytulności, które widuję na zdjęciach żurnalowych. Mam pokaźny zbiór zdjęć wnętrz, w których czułabym się dobrze ale nie udało mi się do tej pory pogodzić inspiracji z praktyką. Lubię biele, jasne wnętrza, białe dywany i tapicerki. To na ogół nie idzie w parze z dziećmi i zwierzakami (chociaż perfekcyjna twierdzi, że białe grube obicia bawełniane świetnie się sprawują przy odplamianiu ;))
Dumam intensywnie nad dodaniem ciepła i ożywiającego koloru do tego pomieszczenia. Dumam nad rozmieszczeniem ram na ścianach (mamy ich bez liku i mgliste plany co do ich powieszenia). Stworzyłam sobie nawet taki kolaż zdjęć, które kolorystycznie mi odpowiadają, żeby się czegoś trzymać:
Podoba mi się też to zestawienie, kolorystyczne, chociaż wolę górne jako cieplejsze:
Same “biele” też mogą być ciepłe (u mnie nieosiągalny efekt bo mam meble w brązie – zbyt nowe żeby je malować na biało ;) ):
Jeżeli Was to interesuje mogę za jakiś czas zeskanować kilka wnętrz, które wyszperałam w gazetach i być może nimi też się zainspiruję – akurat temat po raz kolejny jest znowu u mnie na tapecie ;)
Dziękuję Wam wszystkim za troskę – zapewniam, że nie lekceważę niepokojących sygnałów, jakie daje mi organizm, oszczędzam nadgarstek jak tylko się da (między innymi wieczorne sesje drutowania zamieniłam na wieczorne sesje Heroes of Might and Magic, co spowoduje zapewne nadwyrężenie prawego nadgarstka) i jeśli do weekendu mi nie przejdzie na pewno w poniedziałek wybiorę się do lekarza.
Ps. Właśnie odebrałam zestaw dłutek do linorytu – na razie miałam czas przetestować tylko najcieńsze – piękna cienka kreska która otwiera przede mną wiele możliwości nieosiągalnych za pomocą radełka :)
Update: Jeśli ktoś jest ciekawy jak to samo pomieszczenie wyglądało w żółciach to proszę tutaj są fotki tak bardzo archiwalne, że nie pamiętam co to są za firany ;).