Nic się nie stało u mnie wszystko dobrze. Naprawdę :) Te z nas które miały okazję podziergać na pomniku Adasia miały na to dowód (obfotografowany co widać na fotkach min u Dagmary i Sprężyny – ja to ta chuda co dzierga szydełkiem białą płachtę ;))
Nie piszę tak długo (wolę nie liczyć ile żeby się nie dobijać) bo naprawdę nie mam o czym. Na robótkowym polu martwo. Od przeglądania katalogów i forów głowa boli a nadal nie znalazłam nic co by mnie pofatygowało do koszyczka z drutami. No przecież wiecie jaka to męka więc proszę mi współczuć i trzymać kciuki za rychła zmianę tego stanu rzeczy :)
Najwyraźniej rozpuściłam się jak ten bicz dziadowski bo nie podoba mi się nic co wydano ostatnio w gazetach (z niesmakiem znajduję kolejne powtórki z poprzednich sezonów). Zachód też się ostatnio nie popisuje – od dawna nie trafiłam na nic godnego uwagi. Nadszedł czas szydełkowych ażurów które u mnie w praktyce się nie sprawdzają – owszem dziergać lubię ale nosić nic a nic. Druciane topiki też mnie nie kręcą (zdecydowanie bardziej sprawdzają się u mnie trykoty) a do grubaśnych włóczek pogoda nie nastraja ;)
Jedyna rzecz którą w międzyczasie skończyłam to wieloletni trup szydełkowy – ananasowa bluzka którą prawie wszyscy mają i którą kiedyś też już robiłam tylko dla siebie (a wyszło coś dla kogoś jeszcze chudszego). Białą wersję obiecałam kiedyś cioci i wszystko wskazuje na to że tego sezonu ciocia w końcu będzie miała okazję ją założyć (a ja uszczuplę zapasy Camilli które od dawna zalegały mi szuflady).
Ostatnio częściej myślę o wdzianku ze skrzydełkami u ramion. Mam w domu ze dwa motki Glorii i jeśli się nada to się do niego przymierzę.
Wpadło mi też w oko takie coś:
Szperałam pod kątem kidsilka ale nie do końca jeszcze jestem przekonana. Niemniej rzecz warta uwagi (mimo że brak podkreślonej talii;).
Kto lubi letnie topiki dziergać i później je nosić może wydziergać sobie taką słodką rzecz:
Wzór jest darmowy, to wykonanie i fotka należą do Lingy – jednej z dziewczyn na Ravelry którą namiętnie podglądam. Właśnie sobie uświadomiłam że chyba z tej włóczki usiłuję bezskutecznie zrobić Lotosa więc może jednak się skuszę? ;)
Spójrzcie na tę słodziutką rzecz:
Zdjęcie jak z żurnala, nawet lepsze. I jest to zdecydowanie dla mnie najlepsze wykonanie wdzianka z Phildara (z tych które widziałam) – wykonanie Olesya (na Ravelry) a model: Bolero #471-T6-713 z numeru Phildar № 471 Maille Crochet, Été/Summer 2007 (do dzisiaj nie wiem jak oni to numerują ale zakładam że czytają mnie osoby mądrzejsze ode mnie :))
Gdybym miała cień szansy, że będę nosić szydełkową sukienkę zrobiłabym to (przyznaję, że zaraziłam się tą sukienką na spędzie w Krakowie :))
No i jeszcze jeden topik który mam na oku od wieków – najlepsza wersja na Ravelry to wersja SavannaLight/ Olochka. Fotki są dostępne tylko na Ravelry – nie jestem w stanie wstawić ich tutaj z odnośnikiem do oryginału :(
Owszem, nadal siedzę na wizażu ale powoli odzyskuję spokój ducha. Znalazłam swoje kolory, otrząsnęłam się z odkrycia innych firm mineralnych, dałam sobie radę z jednowieczorową chętką ukręcenia cudownego serum. Mam tyle ile jestem w stanie używać na codzień uspokoiłam się i wystarcza mi świadomość że raz na jakiś czas dorzucę sobie do aktualnego zbioru drobiazg (czy dwa) – więcej nie ma sensu. Nie jestem osobą która będzie miała cierpliwość poświęcić na makijaż więcej czasu (zwłaszcza postawiona przed wyborem – makijaż czy 10 minut snu więcej). W czasie swojej “ciszy medialnej” dokonałam jeszcze zamówienia ale nie wspominałam tu o tym bo mam wrażenie że nie jest to temat dla Was zajmujący.
No tak, zaczęłam buszować po ciucholoandach. Jednym właściwie. To objawienie – mama wskazała mi ciucholand gdzie szuka się przyjemnie, szuka się z efektem. Potrafię wyszperać nawet cuda dla mamy i siostry (tu się dowartościowuję bo nie sądziłam że w ogóle cokolwiek potrafię wyszperać). Największą przyjemność sprawia mi buszowanie w boksach dla dzieci. Naprawdę są tam cudeńka .Zdarza się kupować coś za małego bo a nóż widelec się przyda (musiałaby się zdarzyć dziewczynka bo odbija mi w stronę róży zdecydowanie). Nie wiem kiedy Majka obchodzi te wszystkie sukienki i inne ciuszki.
No i mnie na szczęście czasem też coś do koszyczka wpadnie, ale to już zdecydowanie rzadziej :)
Wypady z mamą co ciucholandów (plus rynek, karmienie gołębi, zapiekanka, market, etc) dodatkowo urozmaicają nasze monotonne “na codzień” i oswajają Pszczołę z otoczeniem liczniejszym niż Pszczoła, Rodzice i Dziadkowie. Liczę na to że w czasie tegorocznego urlopu Marcina będziemy częściej zabierać małą między ludzi.
Na koniec ostatnia niedziela – czyste szaleństwo jeżeli chodzi o mnie – wyrwałam się po 3 latach sama na całą niedzielę :) Nie żałuję i mam ochotę na więcej. Więcej dziergania i gadania niż tego całego zamieszania około spotkaniowego (głównie o transport mi chodzi). Strasznie szybko przeleciał ten czas, ledwośmy się zdążyły spotkać już trzeba było lecieć. Myślę, że nie można czekać do następnego roku. Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy spotykały się częściej :)
No tak, nie muszę mieć nic do pisania żeby natłuc tekstu ponad miarę ;) Minus taki, że klepię w klawiaturę zamiast wziąć się za dzierganie ;)
Do przeczytania zatem :)