czwartek, 4 grudnia 2008

Szal celtycki – ostatnie kulki za płoty

Nie chciało mi się straszliwie brać za ramblinga wczoraj. Bo trzeba się wczytać w opis, pozszywać lewe oczka w rękawach (brrr jeszcze tego nie umiem robić porządnie), połączyć całość w wielką dzianinową ośmiornicę, naszpikować markerami-wsuwkami i dopiero po iluś rzędach opanować w jakimś stopniu ten chaos.

A tutaj proszę – dotarła do mnie Oliwia :) Wysłano ją we wtorek, więc spodziewałam się zwyczajowo dostawy na czwartek. No to się zabrałam za resztę kulek – poszło to wyjątkowo bezboleśnie. Kulki robi sie fajnie pod warunkiem, że ogląda się przy tym fajny film (wczoraj trafiło na Dextera).

Postanowiłam dzisiaj obfocić szal i pochwalić się na blogu i nie tylko. No i klops – szal robi się bezproblemowo, ale omotać się/manekina tym szalem tak, żeby było widać wszystkie te warkocze to już wyższa szkoła jazdy!  Na sobie tego jeszcze nie opanowałam – będę musiała chyba zaprząc tu agrafkę do pomocy, żeby z tyłu szal nie wywracał mi sie na lewą stronę.

Na manekinie też się trochę z nim umordowałam, bo nie chciał mi się tak ładnie omotać jak na zdjęciu u Doroty. Latałam od komputera do manekina i poprawiałam w kółko a i tak nie chciał się ułożyć tak samo :/ To jest spory kawał dzianiny, do tego jeszcze dosyć szeroki, muszę opracować jakiś sprytny sposób motania go tak, żeby nie tracił niczego ze swych walorów.

No i słońce dzisiaj było ładne, ale jakby nie te. Kolory wychodziły jakieś marne, raczej około prawdziwego koloru (chyba szal leżący na stole najbardziej podobny kolorem – ale jak sięgniecie wstecz na pierwsze zdjęcia robótki to zobaczycie jaki to jest kolor).

No ale dość tego - namarudziłam się dosyć, a teraz tadam!:

P1220784 P1220797-1 P1220786 P1220755

Szal robiony wg wzoru Doroty (zakupiony w jej sklepiku), z Oliwii (5 i trochę 6 motka na kulki), drutami 4mm. Moja samowolna modyfikacja polegała na dodaniu jednego motywu, co w sumie głupotą było ale nie wyszło najgorzeje – jeden motyw przedłużył go o  27 cm. Mała uwaga – moja Oliwia była z tych cienszych. Nie umiem sie rozeznać na stronie Inter-Fox’u, które są grubsze, a które nie. Pamiętajcie jednak, ze dla grubszej rozmiary szala będą inne.

Szal (bez blokowania i bez kulek) ma wymiary 192 x 39 cm. Frędzle z kulkami maja jakieś  5cm. Można się tym szalem  porządnie owinąć łącznie z głową. Kulki są cudowne i za nic bym sobie ich nie odpuściła :) W niedzielę zakładam go na 80-te urodziny babci i będę się w nim piec tak długo, aż wszyscy zauważą i pochwalą ;)

Wszystkim polecam ten wzór (i wszystkie inne wzory Doroty). Nie ma się czego bać – to fajna robótka na zimowe wieczory, wzory są bardzo czytelne (pomyliłam sie tylko raz a to chyba o czymś świadczy :)). Dziękuję Doroto za pomoc i cierpliwość, cieszę się, że dzieki temu szalowi Cię poznałam :)

Z Oliwią dotarło do mnie jeszcze kilka kłębków (bo nie warto płacić tyle za wysyłkę dla jednego kłębka). Wiem jednak, że ostatnio stanowczo z zakupami przesadziłam w związku z tym oświadczam publicznie, że w tym roku włóczek więcej już nie kupię (na szczęście rok się niedługo kończy). No chyba, że dostanę jakiś prezent pod choinkę, ale wtedy to już zupełnie inna sprawa.

Zatem domówiłam motek Nepala na czapkę do kompletu do szala-nepala, włóczkę Azteca rubinową (nazwijmy ja tak umownie bo jest cieniowana – jeden kolor a każdy kłębek wygląda inaczej, egzemplarz z lewej jest ciemniejszy, ale chciałam, zeby było widać przekrój kolorów) – na kamizelkę ją przeznaczam:

P1220813 P1220814

i coś jeszcze czego nie zdradzę bo to na prezent :)

Wstawiam jeszcze fotkę Austral Katia, bo kiedy ostatnio Wam ją pokazywałam było już po zmroku:

P1220815 Jak widzicie, nie jest to żadna rykliwa fuksja, raczej jej zgaszony odcień.

Wybaczcie mi, że tematy zaległe związane z komentarzami załatwię przy następnej okazji. Majodrzemki paru ostatnich dni poświęcałam na pisanie postów, czas zająć się zaległymi pracami.

Pocieszam jeszcze tylko aktualne/byłe posiadaczki akwarium – moje nie zawsze jest piękne. Rośliny rosną szybko, raz akwarium wygląda jak busz, innym razem (po postrzyżynach) jak pustynia. Niedawno miałam zakwit wody i była cała mętna. Nie mam tyle czasu co kiedyś, więc zdarza mi sie je zaniedbywać nader często (a biedne rybki przeze mnie cierpią). Akwarium jest moje, poświęciłam ponad rok na wertowanie grupy akwarystycznej, żeby zakupić właściwy baniaczek, odpowiednie filtry, świetlówki oraz dopasować obsadę do wody. Oczywiście szczytne cele szczytnymi celami, a pojawienie się w naszym domu Kropki, Suni i Pszczoły (dokładnie w tej kolejności) zmieniło mocno hierarchię wartości.  A kiryski niezmiennie mnie rozczulają – gmerające po piasku wyglądają jak stado pękatych świnek wypasające się na pastwisku. A jak przepięknie tańczą podczas tarła – niezapomniany widok :)

środa, 3 grudnia 2008

Intymnie, technicznie oraz arystokratycznie

Fiubzdziu wywlokła mnie do kolejnych zwierzeń, jakbym po pokazaniu własnych szuflad miała cos jeszcze tajemniczego do opowiedzenia ;)

1. To że mam Majkę, Marcina, Kropkę i Sunię to już wiecie, ale nie wiecie że mam rybki :) O takie:

Obraz 011

 P1000738  P1010476 P1010472

Na dolnych zdjęciach moje ukochane rybki – kiryski.

2. Mam też Hipka (od wielu lat co już po nim widać) – jeździ ze mną na wszystkie wakacyjne wyjazdy (to akurat zdjęcie z L4).

chorobowe

3. Jakiś czas temu (jakieś dwa lata przed narodzeniem Pszczoły?) uczęszczaliśmy z Marcinem na Tai Chi – to zdjęcie z wakacyjnego wyjazdu (te kijaszki mają udawać włócznię).

 0607zawojawlocznie

3. Na trzecie imię wybrałam sobie Magdalena, bo wtedy strasznie modny był hit Sandry pod tytułem Maria Magdalena ;)

4. Nie bardzo wiedziałam na jakies studia wybrać się po liceum. Wybrałam się zatem do poradni, gdzie pani zrobiła mi test i powiedziała, że powinien to być jakiś zawód związany z maszynami – no to poszłam na informatyke (kierunek ładnie się wtedy nazywał – informatyka i cybernetyka ekonomiczna ).

5. Na codzień uprawiam wyczynowo chód domowy w zaprzęgu – Pszczoła w szelkach, ja z lejcami w dłoni wykonujemy wiele okrążeń dookoła domu (u mnie da się chodzić w kołko po trasie pokój, jadalnia, kuchnia przedpokój i znowu pokój)

6. W teatrze kukiełkowym grywałam smoka. Ryczałam przeraźliwie budząc tatusiów towarzyszących swoim pociechom (pierwszy akt ich usypiał bo tak głownie księżniczka zawodziła – JA wchodziłam z początkiem drugiego aktu). Gwoździem programu była prezentacja zespołu – wszyscy zastanawiali sie jak wygląda to monstrum, które tak głośno ryczy. Monstrum było chude jak patyk ;)

7. Pokazywałam Wam ostatnio moje szuflady z bałaganem – czuję się tak obnażona, że zwalniam się z pozostałych intymności ;)

Teraz najgorsze – trzeba kogoś ustrzelić (wybaczcie proszę!). Wybieram:

Dajdę

Izuss

Kocurka

Myszopticę

Lucynę

Z tym blokowaniem to sobie wczoraj narobiłam. Blokuję od dawna intuicyjnie – tj moczę robótkę kładę na płask na ręczniku zwijam w rulon. Później sobie po tym rulonie trochę drepczę. Rozwijam rulon i dopasowuję dzianinę do właściwych rozmiarów. Często jest tak, że nie muszę jej w ogóle przypinać – wystarczy, że jest wilgotna. Jeśli muszę – przyszpilam ją do podłoża w taką ilością szpilek, żeby miała odpowiednie wymiary i formę.

Dokładnie tak samo zrobiłam wczoraj. Merino 200 po namoczeniu w wodzie z płynem do płukania zrobiła się przerażająco miękka. Bałam się, ze pod samym własnym ciężarem rozciągnie mi sie do niemożliwych rozmiarów (oczywiście dopiero później wyczytałam, ze powinnam była ją zwilżyć spryskiwaczem – tylko jak w takim razie pierze się takie dzianiny? ;) Walczyłam z układaniem jej dosyć długo – żeby nie była zbyt szeroka. Jeszcze jest wilgotna, ale byłam przed chwilą na nią zerknąć – jest straszliwie mięciutka. Na szerokość chyba wyjdzie ok, chociaż nie jestem jeszcze pewna czy nie wolałabym bardziej obcisłej. Z długością natomiast chyba przesadziłam, bedę musiała spruć trochę, żeby sweterek sięgał bioder. To było chyba najbardziej wyczerpujące psychicznie blokowanie w moim życiu! Jeszcze po drodze dowiedziałam się, że nie powinnam była płukac w płynie zmiękczającym. Niech ktoś mi powie, że hobby powinno uspakajać ;)

Myślę sobie, że spokojnie mogłam robić sweter na drutach 3,5 zamiast 4 mm. Nie zaszkodziłoby to, a byłby mniej podatny na rozciągnięcia. Nie no, o czym ja mówię, nie będzie żadnych rozciągnięć, w końcu to najporządniejsza włóczka jaką miałam ;)

Jeśli chodzi o rady dotyczące blokowania – jest ich mnóstwo na sieci. Jedną z nich podałam w linkach z prawej strony bloga. Poza tym są filmiki:

http://www.youtube.com/watch?v=nV6PmLTt6yQ

http://www.youtube.com/watch?v=781sLg4zVNc&feature=related

W mojej wersji blokowane wygląda tak:

P1220748

Dla porównania Rambling “przed”:

P1220555

i “po”:

 P1220725 W tym blokowaniu chodziło mi głównie o to, żeby wyprostowały się listki i te ażurowe listwy. Część szpilek powyjmowałam, bo musiałam sprawdzić, czy nie wykończyłam Silanem tej włóczki. Na szczęście nic sie nie stało (prócz tej przerażającej miekkości).

Pierwszy raz skorzystałam z tego materaca. Wcześniej (jak część z Was) układałam robótkę na ręcznikach na stole i zostawiałam do wyschnięcia. Czasem przenosiłam ją na suszarkę do prania i tyle. Żadne tam wielkie rzeczy.

Czekając na wyschnięcie Ramblinga napoczęłam przód Darcy’ego. Musiałam się w końcu jakoś uspokoić. Peplum już na zdjęciach wydawało mi sie trochę kuse, ale nie jestem pewna, czy wydłużenie dodałoby mu uroku. Na razie wygląda to tak:   P1220738P1220734 Te rzędy skrócone nie są straszne, Darcy’ego robi się całkiem relaksacyjnie. Rozpisałam sobie go w zeszycie, żeby się nie pomylić podczas oglądania tv.

Podejrzałam kiedyś u Vampiro (przynajmniej wydawało mi się, że to na zdjęciu widzę), ze ma ona koło robótki rozpiskę swetra na rzędy. Odgapiłam od niej i bardzo sobie to chwalę. Nie zawsze mi sie chce, ale jeśli już to robię to wszystko mi się zaczyna zgadzać co do oczka. Na kartkę piszę po kolei numery rzędów, a koło nich zaznaczam sobie wszystkie odjęcia, dodania i inne rzeczy,  których powinnam pamiętać. Później odhaczam sobie kolejne rzędy – sprawdza się zwłaszcza przy rękawach, które nie zawsze chcą wychodzić tak samo;)

Myszoptico – naprawdę kupiłaś sobie Perfekcyjną? Nie uwierzę, póki nie zobaczę :)

wtorek, 2 grudnia 2008

Niczego jeszcze nie dokończyłam

Straszliwie nie chciało mi się w ten weekend dziergać. Właściwie w soboty i niedziele zamieszanie jest tak duże, że trudno sie skupić nad czymś bardziej skomplikowanym. Poza tym czas epłynie szybko, ledwo się człowiek wyśpi już obiad etc.

Udało nam się wybrać w końcu do kina (nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy) – na Bonda  (co to za facet …). Rozumiem wszystkich, którzy zawodzą, że to już nie jest prawdziwy Bond. Długo trwało nim oswoiłam się z konwencją starych Bondów. To przedmiotowe traktowanie kobiet jeżyło mi włos na karku, idealna postać głównego bohatera powodowała mimowolne drgawki prawej powieki. Musiałam trochę wydorośleć, żeby móc spojrzeć na to z przymrużeniem oka - w końcu mogłam oglądać Bondy z przyjemnością. Przy Brosnanie trochę sobie odpuściłam. Niczego mu nie zarzucam – po prostu te filmy mnie nie zainteresowały. Ale Casino Royal wcisnęło mnie w fotel już od pierwszej sceny (zwłaszcza pierwsza scena). To było coś zupełnie innego. Quantum of Solace trzyma poziom poprzedniego filmu, chociaż mnie już tak nie zaskoczył (w końcu ile razy można). Jeszcze bardziej bawią się tutaj z widzami w gierkę “coraz mniej bondowych drobiazgów, na które tak czekacie”. Poza tym dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam. Ten Bond wydaje mi się już bardziej bourne’owy niż bondowy ale nie mogę się doczekać kolejnych części. Rozumiem wszystkich, którzy cierpią bo to nie ten sam Bond. Rozumiem ale osobiście go uwielbiam (co za facet…)

Dygresja spora, ale cały czas chodzi o to, że dziergać mi się nie chciało. Wczoraj też – ale się przemogłam. Nowy motek Oliwii “wybiera się” do mnie z Inter-Fox’u, zatem zabrałam się za rękawy Rambling Rose. Cóż to była za przyjemność! Włóczka przesuwała się po drutach praktycznie bez żadnego oporu, czułam się, jakbym dziergała jakąś pajęczą mgiełkę. Wzór nieskomplikowany, rozmiar malutki – robótka rosła szybciutko a ja rozkoszowałam się równością lewych oczek. Nie są wszędzie takie idealnie równe, ale dla mnie to i tak ideał. Merino 2000 jest cieńsze od Merino Inter-Fox’u – rękawy wyjdą dla mnie przylegające (a ręce to ja mam jak te gałazki). Robótka jest jednak bardzo elastyczna, myślę, że ktoś o większym rozmiarze tez mógłby czuć się w tych rękawach komfortowo. Szukam aktualnie miejsca, na którym mogłabym całość zblokować (nim przejdę do części" “od pach w górę”. To nie takie proste – chcę robótkę ładnie przyszpilić, żeby pięknie wyglądała. Przychodzi mi na myśl łóżko – ale co będzie jak zapomnę jakiejś szpilki?

Rambling pewnie będzie się blokował do jutra, więc może podciągnę dzisiaj Darcy’ego – jeśli okoliczności przyrody pozwolą (Przyroda wczoraj w ogóle nie chciała zasnąć – oby to nie był początek nowego rozdziału w moim życiu). Ale to dopiero wieczorem – opis wygląda na skomplikowany, jakieś short row’y po drodze. Muszę mieć do tego spokój – czyli albo śpiące dziecko i psy, albo Marcina w domu.

Po takiej dawce tekstu wypada wrzucić kilka obrazków. Mam nawet pretekst – obiecałam ;) Jakiś czas temu wpadł mi w oko sweterek kojarzący mi sie z Wonderland Coat (zwłaszcza z zieloną wersją Brahdelt):

a54d6de332294cccd8

Jak dla mnie chyba trochę za zdobny, ale jednak mi się podoba. Czy rzeczywiście kojarzy się z Wonderland Coat – oceńcie sami :)

Przy okazji kilka modeli, które ostatnio zachomikowałam:

cb5381d94f0f Anna8-08-_0052 ffbb308714c7ce054a 54c194544046a24c7e

Trzecie zdjęcie to Osinkowa wersja drugiego modelu (mniej zdobna = podoba mi się bardziej) – niestety nie pamiętam w którym miejscu Osinki opublikowano to zdjęcie i mam nadzieję, ze autorka mnie za to nie pogoni. Jeśli chodzi o czwartą fotkę, to zdjęcie pochodzi również z Osinki, z działu, gdzie dziewczyny zamieszczają tłumaczenia wzorów.

Fiubzdziu – na oparzenia zastosowałam ketchup a następnie musztardę. Zewnętrznie. Stosuje dowolny słoik/puszkę z lodówki – byle zimny. Nie trzeba pakować się pod wodę, przy udzie wymagałoby to wiekszego zachodu ;)

Kata.Mar - O tej metodzie z przesuwaniem włóczki przez ucho garnka słyszałam, ale wymaga chyba dłuższego asystowania niż wrzucenie do sokownika? Mnie do szczęścia brakuje ramki, którą mogłabym włożyć do sokownika. Włóczka byłaby od razu napięta i po wyjęciu mogłaby sobie dosychać na tej ramce.

Myszoptico – kąpiel tej włóczce też nie pomogła. Pociesza mnie fakt, że ona w letniej wodzie też puszcza farbę, więc może po prostu z natury jest kłopotliwa ;) Następnym razem nie będę pruć maszynowych swetrów – w każdym razie nie tych z cienkiej nitki.

Agnes – Marcin nie ucieka od przewijania włóczki, nawet był trochę naburmuszony, że komódka z Ikei go zastąpiła i wygrażał się, ze przy rozwijaniu będzie niezbędny. Był niezbędny.

Kocurku – a te tekturowe ramki nie rozmakały Ci nad parą? Artystyczny nieład w szufladzie pierwszej został usunięty definitywnie!

Brahdelt – już pisałam Ci w komentarzach, ale powtórzę – to był lekki wałek plastikowy :) Nie chciałam mocno obciążać włóczki “bo amerykanki przestrzegały” :)

niedziela, 30 listopada 2008

Warzyła Kasia włóczkę

Robótkowanie grozi wieloma obrażeniami. Ja wczoraj się poparzyłam – co ciekawe w udo. Wszystko przez to, że musiałam co chwila podglądać czy włóczką się już wyprostowała czy nie. Nieważne że pokrywka jest szklana – trzeba podnieść i się oparzyć.

Skąd pokrywka? Za chwilę wyjaśnię.

Zabrałam się wczoraj za prostowanie włóczki. Bogatsza o wasze rady przewinęłam włóczkę w luźne zwoje. Odkryłam przy okazji, że tekturowa komódka z IKEI (po wyjęciu z niej szufladek) z powodzeniem zastępuje jednego mężczyznę. Przewinęłam włóczkę w zwoje, powiązałam techniką Fiubzdziu w trzech miejscach i zadumałam się nad wyborem techniki prostowania. A możliwości aż dwie – moczyć w wodzie z płynem do płukania czy trzymać nad parą?

Tego drugiego jeszcze nie próbowałam – rozwiesiłam zatem włóczkę nad garem z wodą i podziwiam:

P1220681

Zauważyłam jednak, że mam straty w parze – rozchodzi się toto na boki i jest nieefektywne. A gdyby tak wziąć w ryzy tę parę i ukierunkować? Przyszedł mi do głowy sokownik. Trochę się bałam, że włóczka tego nie wytrzyma, ale przypomniało mi się, że ktoś farbował wełnę właśnie na parze. Ostrzegano wówczas, że wełna filcuje się wówczas, gdy bardzo gorącą wrzucimy do dużo chłodniejszej wody. Może to nieprawda, ale tak wyczytałam.

Wsadziłam zatem włóczkę do sokownika i podziwiam:

P1220689

Podglądam też nagminnie (stąd oparzenia). Pierwsza wyprostowała się ślicznie, z drugą trochę przesadziłam. Była naprawdę mocno pofalowana – pochodziła ze swetra robionego maszynowo. Zamiast zafundować jej parówkę tej samej długości trzymałam ją na parze chyba z godzinę – no i miejscami puściła farbę.

 P1220716

Tak dziwnie. Włóczka na kolor jeżynowy a w kilku miejscach po prostu zrobiła się niemal biała. Wyprostowała się całkiem mocno, daleko jej jednak do pierwszej. 

P1220711

Niestety nie jestem w stanie podać składu obu włóczek – prułam je zbyt dawno. Pierwsza mniej gryzła, podejrzewam, że było w niej więcej akrylu – jest piękna, prosta i mam wrażenie, że bardziej puchata:

P1220692

Teraz zastanawiam się jak na taką kąpiel zareagowałabym bawełna. Mam sporo tasiemkowej bawełny w kolorze mocnej fuksji. Żal by mi było ją zniszczyć, a tasiemka ma zagniecenia przy których robótka kiepsko wygląda. Chyba zrobię jakiś mały teścik ;)

Taki pożytek był z wczorajszego posta, że wysprzątałam pierwszą szufladę. Drugą i trzecia oczyściłam z przypadkowych kłębków i nitek. To trupów i Vipów nie mam serca się zabierać. 

Zapomniałam zaznaczyć, że za uporządkowanie włóczki w białej komodzie w dużym stopniu odpowiada Brahdelt z jej listopadową akcją oszczędzania. Nie miałam zdrowia wysprzątać zbyt wiele, ale za to akurat się wzięłam :)

sobota, 29 listopada 2008

Sprostowanie

No to się porobiło. Kiedy Marcin zerknął na jeden z Waszych komentarzy, powiedział “Weź, pokaż dziewczynom Twoją podręczną komódkę”. Nie robię tego w podskokach, ale muszę jakoś skorygować swój wizerunek ;)

To trzy podręczne szuflady, które porządkowałam jednocześnie z białą komódką. Nie daję rady utrzymać tego porządku dłużej niż parę dni :/

Szuflada pierwsza – tutaj trzymam druty, igły, wsuwki, szpilki, nożyczki (itd)  i podręczne schematy. Jak widać są też resztki włóczek zgarniane z kanapy, kiedy trzeba szybko ogarnąć pokój. Pokazanie tej szuflady kosztowało mnie najwięcej ;)

P1220669

Szuflada druga – przeznaczona na robótki “w trakcie” oraz organizatory ze schematami. W praktyce dołączyły do nich włóczki, z których robiłam próbki a których nie chciało mi się odnieść do białej komody.

P1220676

Szuflada trzecia, w której leżą trupy i swetry do prucia. Jak widać tutaj też zawieruszyły się kłębki, z których próbowałam stworzyć kapelusik dla Gwiazdeczki.

P1220679

Będę musiała to posprzątać – zwłaszcza pierwszą szufladę bo woła o pomstę do nieba.

Mam trochę zaległości w odpowiedziach na kometarze, już je nadrabiam. Cieszy mnie ogromnie fakt, ze grono komentujących znowu się powiekszyło – witam serdecznie :)

Myszoptico – przyznaję się, czytuję Perfekcyjną do poduszki. To taka fajna książka, którą można sobie otworzyć w dowolnej chwili, na dowolnej stronie :) Czasem mnie zmotywuje, czasem mi cos przypomni. Nie zawsze za to zmobilizuje do pracy :) Co do zapasów – miałam plan, żeby wywlec je z szuflad i fotografować na stole w jadalni (bo tam było łądne światło) ale obawiałam się, że wywleczone z szuflady przybiorą na ilości/objętości – a na to nie jestem gotowa :)  Czasem sobie marzę, że kiedy wezmę na przykład tego Tweeda w trzy nitki to zniknie mi w trymiga, albo jak się wezmę za wełnę z ostatniej szuflady to też mi się jedna zwolni (na grubych drutkach to będzie szybko) i wtedy pokaże sobie i Marcinowi to puste miejsce i zyskam podwójne przyzwolenie na nowe zakupy :)

Eve-jank - po cichu liczyłam, ze ktoś przyzna mi rację, że tych zapasów nie jest tak dużo, ale sie nie doczekałam :) Niepokoją mnie bardzo komentarze, których autorki cieszą się, że nie tylko one tak mają ;)

Asiu 305 – nie spotkałam się z żadnymi żywymi opancerzonymi lokatorami w moich włóczkach. Może to jakieś przypadkowe stworzenia, które lubią mieć miękko? Może rzeczywiście ktoś z czytających będzie miał radę?

Antosiu – pozostanę zatem przy justowaniu (z przyjemnością zresztą:))

Dagny – czy mój “porządek” w przybocznej komódce podniósł Twoje morale?;)

Sprężyno – komódka stoi w pokoju, którego Marcin nie rusza. Zasiada on jednak na kanapie, blisko mojego stanowiska pracy i zdarzyło mu się usiąść na szydełku ( nie był to bolesny incydent, zrobiło mu sie jednak ciepło kiedy zobaczył co mu groziło). A przecież mogła to być igła, którą też często kładę na podręcznym podłokietniku, a która mogła się stoczyć ;)

Edi-Bk, Weroniko – dziękuję za krzepiące słowa na temat Waszych zapasów!

Kata Mar  - ja, kiedy liczę to (żeby uprzedzić ten groźny syk) zaczynam po cichu a jeśli otoczenie nie jest odpowiednio ciche wzmagam go licząc coraz głośniej ;)

Brahdelt – faktycznie, takiego długiego komentarza to ja jeszcze u Ciebie nie widziałam :) Bąbli nie będę przyszywać, mowy nie ma! Podobają mi się dyndające i koniec  kropka :) Oj ta symetryczność schematu zaoszczędziła mi sporych nerwów ;) 

Jeśli chodzi o rosyjskie modele – znowu perfekcyjnie opisałaś to, czego ja nie umiałam. Być może często balansują na granicy dobrego smaku, czasem ją przekraczają, ale często są niebanalne, ciekawe i stanowią dużo większe wyzwanie od zachodniego minimalizmu (ale nie generalizujmy).

Tak z ciekawości zapytam – a rzeczywiście robisz tylko jeden rządek wtedy? Bo ja mówię “tylko skończę rządek” i jeśli nie widzę niecierpliwego stepowania robię jeszcze kilka ;)

 

Zrobiłam wczoraj 4 bąble do szala celtyckiego. Włóczki starczy mi na góra dwa więc muszę złożyć zamówienie na kolejny motek. W związku z tym premiera gotowego szala nieco się opóźni.

Zamierzam zrobić coś z moimi ciucholandowymi włóczkami (oj przydałaby mi się tutaj rada Raweny- jak ona to robi, że jej włóczki są takie proste). Na początek uzyskałam zgodę Marcina – pomoże mi przewinąć motki do formy zdatnej do uprania. Za każdą radę w kwestii prostowania będę ogromnie wdzięczna.