Nie chciało mi się straszliwie brać za ramblinga wczoraj. Bo trzeba się wczytać w opis, pozszywać lewe oczka w rękawach (brrr jeszcze tego nie umiem robić porządnie), połączyć całość w wielką dzianinową ośmiornicę, naszpikować markerami-wsuwkami i dopiero po iluś rzędach opanować w jakimś stopniu ten chaos.
A tutaj proszę – dotarła do mnie Oliwia :) Wysłano ją we wtorek, więc spodziewałam się zwyczajowo dostawy na czwartek. No to się zabrałam za resztę kulek – poszło to wyjątkowo bezboleśnie. Kulki robi sie fajnie pod warunkiem, że ogląda się przy tym fajny film (wczoraj trafiło na Dextera).
Postanowiłam dzisiaj obfocić szal i pochwalić się na blogu i nie tylko. No i klops – szal robi się bezproblemowo, ale omotać się/manekina tym szalem tak, żeby było widać wszystkie te warkocze to już wyższa szkoła jazdy! Na sobie tego jeszcze nie opanowałam – będę musiała chyba zaprząc tu agrafkę do pomocy, żeby z tyłu szal nie wywracał mi sie na lewą stronę.
Na manekinie też się trochę z nim umordowałam, bo nie chciał mi się tak ładnie omotać jak na zdjęciu u Doroty. Latałam od komputera do manekina i poprawiałam w kółko a i tak nie chciał się ułożyć tak samo :/ To jest spory kawał dzianiny, do tego jeszcze dosyć szeroki, muszę opracować jakiś sprytny sposób motania go tak, żeby nie tracił niczego ze swych walorów.
No i słońce dzisiaj było ładne, ale jakby nie te. Kolory wychodziły jakieś marne, raczej około prawdziwego koloru (chyba szal leżący na stole najbardziej podobny kolorem – ale jak sięgniecie wstecz na pierwsze zdjęcia robótki to zobaczycie jaki to jest kolor).
No ale dość tego - namarudziłam się dosyć, a teraz tadam!:
Szal robiony wg wzoru Doroty (zakupiony w jej sklepiku), z Oliwii (5 i trochę 6 motka na kulki), drutami 4mm. Moja samowolna modyfikacja polegała na dodaniu jednego motywu, co w sumie głupotą było ale nie wyszło najgorzeje – jeden motyw przedłużył go o 27 cm. Mała uwaga – moja Oliwia była z tych cienszych. Nie umiem sie rozeznać na stronie Inter-Fox’u, które są grubsze, a które nie. Pamiętajcie jednak, ze dla grubszej rozmiary szala będą inne.
Szal (bez blokowania i bez kulek) ma wymiary 192 x 39 cm. Frędzle z kulkami maja jakieś 5cm. Można się tym szalem porządnie owinąć łącznie z głową. Kulki są cudowne i za nic bym sobie ich nie odpuściła :) W niedzielę zakładam go na 80-te urodziny babci i będę się w nim piec tak długo, aż wszyscy zauważą i pochwalą ;)
Wszystkim polecam ten wzór (i wszystkie inne wzory Doroty). Nie ma się czego bać – to fajna robótka na zimowe wieczory, wzory są bardzo czytelne (pomyliłam sie tylko raz a to chyba o czymś świadczy :)). Dziękuję Doroto za pomoc i cierpliwość, cieszę się, że dzieki temu szalowi Cię poznałam :)
Z Oliwią dotarło do mnie jeszcze kilka kłębków (bo nie warto płacić tyle za wysyłkę dla jednego kłębka). Wiem jednak, że ostatnio stanowczo z zakupami przesadziłam w związku z tym oświadczam publicznie, że w tym roku włóczek więcej już nie kupię (na szczęście rok się niedługo kończy). No chyba, że dostanę jakiś prezent pod choinkę, ale wtedy to już zupełnie inna sprawa.
Zatem domówiłam motek Nepala na czapkę do kompletu do szala-nepala, włóczkę Azteca rubinową (nazwijmy ja tak umownie bo jest cieniowana – jeden kolor a każdy kłębek wygląda inaczej, egzemplarz z lewej jest ciemniejszy, ale chciałam, zeby było widać przekrój kolorów) – na kamizelkę ją przeznaczam:
i coś jeszcze czego nie zdradzę bo to na prezent :)
Wstawiam jeszcze fotkę Austral Katia, bo kiedy ostatnio Wam ją pokazywałam było już po zmroku:
Jak widzicie, nie jest to żadna rykliwa fuksja, raczej jej zgaszony odcień.
Wybaczcie mi, że tematy zaległe związane z komentarzami załatwię przy następnej okazji. Majodrzemki paru ostatnich dni poświęcałam na pisanie postów, czas zająć się zaległymi pracami.
Pocieszam jeszcze tylko aktualne/byłe posiadaczki akwarium – moje nie zawsze jest piękne. Rośliny rosną szybko, raz akwarium wygląda jak busz, innym razem (po postrzyżynach) jak pustynia. Niedawno miałam zakwit wody i była cała mętna. Nie mam tyle czasu co kiedyś, więc zdarza mi sie je zaniedbywać nader często (a biedne rybki przeze mnie cierpią). Akwarium jest moje, poświęciłam ponad rok na wertowanie grupy akwarystycznej, żeby zakupić właściwy baniaczek, odpowiednie filtry, świetlówki oraz dopasować obsadę do wody. Oczywiście szczytne cele szczytnymi celami, a pojawienie się w naszym domu Kropki, Suni i Pszczoły (dokładnie w tej kolejności) zmieniło mocno hierarchię wartości. A kiryski niezmiennie mnie rozczulają – gmerające po piasku wyglądają jak stado pękatych świnek wypasające się na pastwisku. A jak przepięknie tańczą podczas tarła – niezapomniany widok :)











