niedziela, 30 listopada 2008

Warzyła Kasia włóczkę

Robótkowanie grozi wieloma obrażeniami. Ja wczoraj się poparzyłam – co ciekawe w udo. Wszystko przez to, że musiałam co chwila podglądać czy włóczką się już wyprostowała czy nie. Nieważne że pokrywka jest szklana – trzeba podnieść i się oparzyć.

Skąd pokrywka? Za chwilę wyjaśnię.

Zabrałam się wczoraj za prostowanie włóczki. Bogatsza o wasze rady przewinęłam włóczkę w luźne zwoje. Odkryłam przy okazji, że tekturowa komódka z IKEI (po wyjęciu z niej szufladek) z powodzeniem zastępuje jednego mężczyznę. Przewinęłam włóczkę w zwoje, powiązałam techniką Fiubzdziu w trzech miejscach i zadumałam się nad wyborem techniki prostowania. A możliwości aż dwie – moczyć w wodzie z płynem do płukania czy trzymać nad parą?

Tego drugiego jeszcze nie próbowałam – rozwiesiłam zatem włóczkę nad garem z wodą i podziwiam:

P1220681

Zauważyłam jednak, że mam straty w parze – rozchodzi się toto na boki i jest nieefektywne. A gdyby tak wziąć w ryzy tę parę i ukierunkować? Przyszedł mi do głowy sokownik. Trochę się bałam, że włóczka tego nie wytrzyma, ale przypomniało mi się, że ktoś farbował wełnę właśnie na parze. Ostrzegano wówczas, że wełna filcuje się wówczas, gdy bardzo gorącą wrzucimy do dużo chłodniejszej wody. Może to nieprawda, ale tak wyczytałam.

Wsadziłam zatem włóczkę do sokownika i podziwiam:

P1220689

Podglądam też nagminnie (stąd oparzenia). Pierwsza wyprostowała się ślicznie, z drugą trochę przesadziłam. Była naprawdę mocno pofalowana – pochodziła ze swetra robionego maszynowo. Zamiast zafundować jej parówkę tej samej długości trzymałam ją na parze chyba z godzinę – no i miejscami puściła farbę.

 P1220716

Tak dziwnie. Włóczka na kolor jeżynowy a w kilku miejscach po prostu zrobiła się niemal biała. Wyprostowała się całkiem mocno, daleko jej jednak do pierwszej. 

P1220711

Niestety nie jestem w stanie podać składu obu włóczek – prułam je zbyt dawno. Pierwsza mniej gryzła, podejrzewam, że było w niej więcej akrylu – jest piękna, prosta i mam wrażenie, że bardziej puchata:

P1220692

Teraz zastanawiam się jak na taką kąpiel zareagowałabym bawełna. Mam sporo tasiemkowej bawełny w kolorze mocnej fuksji. Żal by mi było ją zniszczyć, a tasiemka ma zagniecenia przy których robótka kiepsko wygląda. Chyba zrobię jakiś mały teścik ;)

Taki pożytek był z wczorajszego posta, że wysprzątałam pierwszą szufladę. Drugą i trzecia oczyściłam z przypadkowych kłębków i nitek. To trupów i Vipów nie mam serca się zabierać. 

Zapomniałam zaznaczyć, że za uporządkowanie włóczki w białej komodzie w dużym stopniu odpowiada Brahdelt z jej listopadową akcją oszczędzania. Nie miałam zdrowia wysprzątać zbyt wiele, ale za to akurat się wzięłam :)

9 komentarzy:

myszoptica77 pisze...

sokowniczek został puszczony w ruch również u mnie. włożyłam kasmir,exclusive i z drżącym sercem akonę(ale dla nauki wszystko!!!). parowałam uczciwie przez godzinę. rozprostowało się świetnie! puszystość rewelacyjna, miejscami tylko trochę zamokło. potem powiesiłam żeby sobie schło, ale nie dawałam obciążników, bo wydaje mi się , że czysta wełna pod obciążeniem na mokro rozciągnie się i to bardzo, i że będzie tak sama sytuacja jak przy blokowaniu
może to nadmiar ostrożności z mojej strony ale chyba serce by mi pękło gdybym zniszczyła sobie wełnę :)
a do tych mocno skręconych to chyba lepsza kąpiel...

Anonimowy pisze...

a ja robię tak... wkładam w ucho garnka włóczkę nastepnie pod pokrywkę i znów pod ucho... i sobie ciągnę :) włóczka wychodzi pięknie rozprostowana.
Pozdrawiam z Poznania
Anonimowa Podglądaczka Twojego bloga
Asia

Agnes B. pisze...

Uwaga będzie długo bo nadrabiam ;)

Uporządkowana komódka o.O Toż to graniczy z cudem. Widać cuda się zdarzają :) Zielona tęcza w trzeciej szufladzie... Jaki ona ma pikny zielony kolorek. Ale jak to z melanżami bywa, nie wiadomo co z nimi zrobić, bo się wzór w melanżu gubi :( A szkoda, zieleń cudna!

Komódka podobno(!) nieuporządkowana... No dobra, ale artystyczny nieład to właśnie porządek jest ^^ A że przy wyciąganiu czegoś trzeba trochę pogrzebać to cóż, taki urok ^^

W prostowaniu włóczek to ja nijak pomóc nie mogę, pamiętam tylko, że jak małym brzdącem byłam, to moja Mama (tak, tak dziergała i ku mej radości wraca do dziergania; można by rzec, że mam trochę podobne wspomnienia z dzieciństwa, jakie przypisujesz Pszczółce ^^) jak miała pod ręką Tatę, to motała mu ręce, ale że Tata wolał uciekać, to krzesełko motała, a raczej jego oparcie dookoła, związywała w paru miejscach, jak napisała Fiubzdzu i... i wtedy pewnie szła coś robić z ów włóczką, ale ja wolałam rzucać piszczącego słonika naszemu psu xD

Kocurek pisze...

Witaj Kasiu
Ja włóczki( różne -czy to wełna , czy mieszanki) prostowałam tak( nie wiem tylko czy ten spsób Ci się spodoba) :
nawijałam włóczkę na tekturowe karty, pasy( jakieś 20cm długie, 10cm szerokie), zwracając uwagę na to aby włóczka była lekko naciągnięta( aby nie było zbyt mocno widać owych zagnieceń), potem układałam to to na dużym sicie , właściwie nad parą. Jak się dało to przykrywałam, zależy ile miałam w nim włóczki .
Potem zostawiałam do wyschnięcia i zwijałam w kłębki( nie miałam jeszcze pomocy woolwindera więc męczyłam się rękami). Skoro masz sokownik to będzie on idealny. Jest z tym masa pracy , ale zawsze włóczka wychodziła mi idealnie wyprostowana i miękka.
Gdzieś syszałam ,albo wyczytałam w jakimś blogu o prostowaniu włóczek na butelce-ale dokładnie z czym i jak to się je nie wiem.

artystyczny nieład w szufladzie jest uroczy...:)

Brahdelt pisze...

Wszystko piękne, ale widzę, że Ty trzy zwoje włóczki obciążyłaś jednym rachitycznym drewnianym wałkiem - to za mało! Jak ma być obciążenie, to musi być ciężko, Fiubzdziu wiązała hantelek do ćwiczeń. ^^
Na poparzenia dobre jest zimne zsiadłe mleko. *^v^*

Mirjana pisze...

Beautiful colour!

Fiubzdziu pisze...

Na poparzenie: zimna (lodowata) woda. A jak się zrobią bąble to broń Boże nie przekłuwać! Podreptać do lekarza i poprosić o maść na oparzenia (nie wiem czy każdy doktor ją zna, ale moja lekarka tak :D).

Laura pisze...

Widok komódki podręcznej ulżył mi znacznie :P. Podziękuj Marcinowi za ludzki odruch i zmobilizowanie Ciebie do sprostowania.
A z prostowaniem włoczki,heh,ja wrzucam na metalowy druszlak (durszlak? )na gar z gotującą się wodą,przyglądam się jak się włóczka ślicznie rusza i prostuje,oczywiście parzę łapy,potem wieszam i obciążam czym popadnie. Ile prujących tyle pomysłów. Tylko obrażenia takie same;)

kata.mar pisze...

Moje doswiadczenia zwiazane z prostowaniem wloczki sa podobne jak piszacej juz w komentarzach Asi. Ja do tego wykorzystywalam stary czajnik :-) czyli wloczka pod pokrywke a wyciagana byla przez dziobek do lania wody. Troche gotujacej sie ciagle wody w czajniku, lekko podniesiona pod katem przykrywka i wolne, rowne przewijanie nad wrzatkiem wloczki. Potem na grzejnik by schla i ewentualnie 1-2 ja przewinac z klebka na klebek. Przyznaje, ze ta metoda prostowania jest dla mnie najlepsza, bo prostuje natychmiast, rownomiernie i jednoetapowo w zasadzie. Probowalam rozne metody, ale ta polecam :-)
Pozdrawiam.
K.M.