wtorek, 11 listopada 2008

Drutki, drutki !!!

Drutki dotarły w poniedziałek - akurat kiedy wybierałam się na akcję pt "rodzinne szorowanie sufitów". Tak że zdążyłam tylko rozerwać paczkę i przez parę sekund popaść oczy zawartością.

Po powrocie byłam "raczej" zmęczona. Nie na tyle, żeby nie zabrać się od razu do drutków. Na tyle raczej, żeby nie przetestować wszystkich rozmiarów na wszystkich posiadanych rodzajach włóczek.

Kiedy pomyślałam o tym, że za wieścią, że drutki już mam powinna pójść garść (potężna garść) informacji o tym co o nich myślę - wpadłam w lekki popłoch. Co tam - ciężar odpowiedzialności przygniótł mnie wręcz do ziemi :) Doszłam do wniosku, że bez wielotygodniowych testów w rozmaitych warunkach przy zastosowaniu różnorodnych materiałów nie mam co wychodzić z jakimikolwiek wnioskami. W końcu nie chcę, żeby wyszło że wybrałam kiepsko, nie chcę też, żeby ktoś kierowany moimi opiniami był później niezadowolony.

To co teraz napiszę o tych drutkach traktujcie jako opis pierwszego wrażenia. Druty mam dwa dni, z czego połowa tego czasu spędzona została na szorowaniu drewnianych sufitów. Aktualna robótka nie należy do wyrafinowanych w formie (tylko we wzorze) - zatem druty długości 80 cm spokojnie wystarczą. Jedyne druty Addi jakie posiadam to bambusowe 5mm, poza tym dysponuję Inoxami, Prymami i tym podobnymi. Na drutach Knit Picks miałam okazję robić zawsze po paru godzinach akcji "sufity" więc byłam raczej zmęczona :)

Tyle o warunkach testów. Przejdźmy do tego czego oczekiwałam decydując się na ten zestaw:

- wymienne żyłki,

- komplet rozmiarów (od 3,5 mm do 10 mm)

Nie da się ukryć, że warunki oba zestaw spełnia w 100% (drugi warunek tylko dlatego, że dokupiłam sobie rozmiary 9 i 10 mm ). Nie sądzę, bym potrzebowała żyłki dłuższej niż 150 cm (nie przewiduję gwałtownego przybrania na wadze, ani też przerzucenia się na produkcję koców). Nie sądzę, by potrzebna mi była żyłka 40 cm (na pewno nie przy tej długości drutka - druty są niewiele krótsze od typowych Inoxów na żyłce) dlaczego? O tym potem, żeby zachować kolejność jaką sobie zapanowałam.

 

Kolejna sprawa - to, co sobie wyobrażałam po przeczytaniu wielu entuzjastycznych recenzji.

- żyłka giętka i podatna, że aż strach - wyobrażałam sobie coś o elastyczności silikonowych ramiączek ;)

- dziubki ostre aż strach, wchodzące w każdą włóczkę jak w masło, grożące okaleczeniem w przypadku ukłucia,

-drutki są niewiarygodnie gładkie. Tak bardzo gładkie, że niektóre dziewczyny wolały wybrać drewniane,

- niewyczuwalne połączenia między żyłką a drutem

Moje wyobrażenia to efekt zmiksowania przeczytanych informacji  z pobieżną znajomością języka angielskiego, z zabawnym tłumaczeniem narzędzia google - wszystko podrasowane na koniec bogatą wyobraźnią.

W zderzeniu z tymi oczekiwaniami zawartość paczki nie miała szans. Drutki nie kłują. Nie są tak ostre, żeby wbijać się pomiędzy włókna Oliwii - za co jestem w sumie im wdzięczna. Próbowałam porównać czubki z moimi Prymami czy Inoxami - nie umiem się zdecydować bo Knit Picksy są błyszczące, tamte matowe i jakoś w świetle wieczornym trudno mi było zauważyć. Wkłuwam się nimi w oczka bezbłędnie, bez problemu mogę przerobić "5 oczek razem na prawo" - jak dla mnie super.

Bałam się tej ich gładkości. Bałam się, że chwila nieuwagi i drutek wyleci mi z wszystkich oczek - nieprawda. Oczka fajnie siedzą na drucie (testowane na Merino), przechodzą gładko (żadne tam zero tarcia, żadna tam poduszka powietrzna, żaden tam niewyczuwalny opór) - gładko i przyjemnie.

Żyłka nie jest wcale tak giętka i mięciutka jak silikonowe ramiączka. Szczerze mówiać na pierwszy dotyk wydawało mi się, ze żyłka moich Inoxów (namoczona niedawno we wrzątku) jest podatniejsza - bardzo mnie to zaniepokoiło. Wziełam Addi - też nie były jakoś rewelacyjnie podatne, właściwie zbliżone do Knit Picksa. Ciekawe co by się stało z żyłką po namoczeniu we wrzątku;)

Tutaj muszę odszczekać - okazuje się, ze 4mm miałam z Pryma - tylko one mają super mięciutką żyłkę, wszystkie moje pozostałe druty innych firm  maja żyłki grubsze i toporniejsze.

Co mi się rzuciło w oczy - żyłka 80 cm  Knit Picks po wyjęciu z opakowania (gdzie była zwinięta wielokrotnie) jest prosta. Nie zwija się wcale - to jest fajne.

Połączenia między żyłką i drutem - ja je umiem wyczuć. Jeśli oczka są bardzo ścisłe, to akrylowa Flora lekko o nie zahaczała (_lekko_). Kiedy porównałam sobie łączenie na Inoxach stwierdziłam, że się czepiam - tam też jest lekki przeskok.

Za to połączenie w miejscu skręcenia druta z żyłką jest niewyczuwalne.

W tym właśnie mniej więcej miejscu oględzin byłam mocno zniechęcona do opisywania moich wrażeń odnośnie drutków Knit Picks. No bo co sobie możecie pomyśleć - niby jest wszystko, czego chciała ale wygląda na to, że na nie narzeka. Staram się być obiektywna i ostrożna, zatem musi to wyglądac na narzekanie:)

Kolejny punkt: co spostrzegłam przy pierwszych próbach pracy na tych drutach.

(nie traktujcie ich wszystkich testów poważnie - wiadomo, że człowiek robi różne głupie rzeczy, kiedy dostanie nową zabawkę):

- drutowanie w wannie (perwersja prawda?) - genialna sprawa. Zdarzyło mi się raz, czy dwa zabrać druty do wanny (biorę do łóżka to czemu do wanny nie?). Po chwili drutowania włóczka przesuwała mi się po drucie znacznie gorzej. Z Knit Picksami możesz drutować w wannie bez przeszkód! (sprzedam to chyba jako hasło reklamowe). Włóczka przesuwa się genialnie, drutki chodzą gładko.

- lewe oczka - dla mnie to jest rewelacja, coś czego nie zamawiałam a dostałam gratisowo jako niespodziankę. Kto czyta chwilkę mojego bloga, wie, że szczerze nienawidziłam lewych oczek. Unikam jak ognia połaci robionych oczkami lewymi. Oczka lewe nigdy nie wychodzą mi równo - zawsze co parę rzędów jest większa przerwa. Oto co wyszło mi na Knit Pick'sach:

P1220461

Próbowałam kilkoma włóczkami - nie ma przerw! Oczka są równe - w końcu będę mogła wydziergać Rambling Rose tak jak należy (zamierzałam gładki lewy zastąpić gładkim prawym).

- Magic Loop - wracam do tematu żyłki 40 cm. Nie testowałam Magic Loop-a na innych drutkach - myślę, że spokojnie można tę technikę zastosować na Inoxach itp. Tak się akurat złożyło, że pierwszy raz wykonałam ją na Knit Picks'ach i wiem już, że mogę się obejść bez żyłki 40 cm jak również mogę zaoszczędzić na kupnie kolejnych drutów pończoszniczych. Oto próbka wykonana na drutach długości 80 cm (20 oczek dzierganych dookoła):

P1220472

Zdjęcie nie jest zbyt ostre (dosyć późna pora) ale spójrzcie na miejsce, gdzie zaczyna się kolejne okrążenie (na dole zwisa w tym miejscu nitka) - nie ma żadnej przerwy. Nierówność oczek wynika z tego, że włóczka była pruta. Dla mnie wynik tego testu oznacza, że mogę spokojnie dziergać rękawy dookoła drutami z żyłką 80 cm albo i dłuższą (niedogodność będzie polegała tylko na tym, że będzie więcej żyłki do przeciągnięcia).

Na koniec garść chaotycznych wrażeń :)

Drutki są śliczne. Ładnie błyszczą, co jest miłe dla oka (mam ochotę polerować je jak chromowaną armaturę ;)). Niby nic, ale fajnie tam przejechać dłonią po szeregu błyszczących drutków, zastanowić się chwilkę i powiedzieć - ach dzisiaj spróbujemy czwórkami...

Włóczka przesuwa się po nich gładko (mam takie subiektywne odczucie, że ta gładkość uzyskiwana jest dopiero po chwili od wyjęcia z paczki - może jest na nich jakaś warstwa "czegoś"?). Zastanawiam się, czy ta zyskiwana z czasem gładkość nie będzie też dotyczyła żyłki, chwilowo wydaje mi się dosyć "lepka".

Są lekkie - zarówno 3, 5 mm jak i 10 mm. Obiło mi się o uszy, że są wydrążone w środku, pewnie dlatego.

Przerabia się nimi gładko, przyjemnie i bez wysiłku. Chciałabym jednak zostawić sobie na później wydanie końcowej opinii. Muszę z tymi drutkami wydziergać parę różnych projektów, żeby móc się na ich temat rzetelnie wypowiedzieć - w tej chwili uważam, że dzierganie nimi to czysta przyjemność. Przyjemnie jest też pomyśleć, że z każdym rozmiarem będzie się dziergało równie przyjemnie.

Żyłka pasuje mi kolorystycznie do szala ;)

Żyłkę dokręcam ręcznie, bez użycia dołączonego do zestawu pręcika. Tylko oraz zdarzyło mi się, że się częściowo rozkręciły (widać nieuważnie dokręcałam) a i to nie do końca, bo od razu to wyczułam.

Nie mają _żadnego_ oznaczenia - dosłownie _nigdzie_. O ile druty mają oznaczenia na opakowaniu, żyłki tego nie mają - rozpoznaję je "na oko" po ilości zwojów w paczce :)

W komplecie jest plastikowe etui na cały komplet, mniejsze etui na same żyłki, 6 zaślepek do zyłek i 3 pręciki do dokręcania drutków. Na razie nie poprzekładałam drutów do kieszonek - wkładam je w odpowiednie gumki pod właściwy rozmiar.

To chyba wszystko na chwię obecną. Nie wstawiłam zdjęcia drutków, bo w sumie jest ono dostępne w wielu miejscach w sieci, a o tej porze wyjdzie mi jakaś straszna ciemnica na fotce.

Tego samego dnia ( Dnia Kiedy Przyszły Drutki) czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka. Pamiętacie nowy sklep internetowy, który kiedyś wyszperałam?

Chodzi o ten dziwny sklep Karina, gdzie nie było podanej żadnej lokalizacji. Wymieniłam parę maili z (chyba) właścicielką sklepu, która zaproponowała mi, ze podeśle mi parę próbek włóczek, które mnie interesują. Podałam jej adres i oto tego samego dnia przesyłką priorytetową otrzymałam kilka próbek. Jestem miło zaskoczona no i trochę zmieszana, bo to jednak jest koszt a nikt nie prosił mnie o pokrycie kosztów wysyłki. Zamierzam zamówić w tym sklepie włóczkę Merino (wydaje mi się, że jest tam najtańsza) - dam znać jak poszło :)

Na koniec robótka nie dla mnie. Takie, jak wiadomo ciągną się najdłużej:

P1220456 P1220449

Kapelusik dla 8 latki. Podchodziłam do niego trzy razy a i tak wychodzi, ze właściwie mogłam spokojnie zrobić na swój rozmiar i by pasował. Widać teraz młodzież miewa większy obwód głowy :) Kapelusik nie ma rondka - po nałożeniu nagłowę przypomina nakrycie z lat 20/30tych. Miały być kwiatki i koraliki - wiec są. Kapelusz niedawno pojechał do właścicielki i podobno został zaakceptowany (oczywiście jest lekko ciasnawy, ale wszystkie kapelusiki bawełniane, jakie robiłam zawsze się z czasem rozciągały).

Szal postępuje - lecę "drugie okrążenie" ;) Prułam oczywiście mimo "zarzekań" i teraz bąbelki pięknie wychodzą z warkoczy tak jak trzeba.

Cieszę się ogromnie, ze zalety mojego ciała przysłoniły fakt, ze nos (na zdjęciu z Twiggy Tunic) wyszedł na nich skandalicznie ;)

Fiubzdziu - nosiłam w brzuchu, aczkolwiek lekarze na porodówce również wątpili (nie należy się tym szczególnie emocjonować bo na operacyjnej kazali nam ubierać niezwykle szerokie koszule). Po porodzie ważyłam dokładnie tyle samo ile przed. Po prostu zawsze marnie jadłam. Jak już weźmiesz się poważnie za tunikę (a nie tylko będziesz chciała zachomikować wzorek) daj znać - podrzucę Ci jakiś schemat albo co ;)

Antosiu - ja też koło Oliwii chodziłam z daleka, przekonał mnie do niej szal Doroty, swetry Zdzid no i bajeczne kolory próbek. Swetra z tej włóczki nie dałabym rady nosić - nie jest miła. Oczka wychodzą mi równiejsze na merino. Ale do tego szala będzie pasowała fantastycznie.

Kocurku - no ja dokładnie myślałam o tych oranżadkach Kool Aid, ale szczerze mówiąc trochę z tym zachodu i jakoś do tej pory nigdy mi się nie chciało zabrać. Dziękuję za tutoriala :) Strasznie mi się podobają takie własnoręcznie skręcane włóczki (jest taka jedna u Jagienki, Sangria się chyba nazywa - mniam!)

Herbatko - z dwojga złego wolę mieć przypadłość niegryzienia przez nic niż odwrotnie;)

Persjanko - ja gdzieś, w jakimś blogu chyba czytałam o patencie na gryzące sweterki. Płukanie w wodzie z octem? Ale nie pamiętam gdzie to było i jakie proporcje. Miałabym nawet na czym testować ;)

Czarcie Psoty - po kilku praniach albo jej przejdzie gryzienie albo się zmechaci ;)

Lauro - dobrze, że dałaś znak życia - wreszcie :) Tunika nie idzie do szafy tylko do szuflady - tak napisałam ;)

Maranto - napisałam ile trwa robienie tych bąbelków - no ale są fantastyczne i jedyne w swoim rodzaju :) Warto poświecić na nie czas i cierpliwość :)

Sprężyno - Elian Klasik mnie nie gryzie i to jest świetny pomysł. Mogę wziąć dwie nitki Klasika, albo Chainette, one też jest milutka - i poeksperymentować :)

Agnes B. - energetyczny kolor - pięknie to napisałaś :) Chciałam, żeby szal taki był na przekór szarudze :)

Ps. Dostałam dzisiaj potwierdzenie udziału w Secret Palu :)

12 komentarzy:

myszoptica77 pisze...

zzieleniałam z zazdrości po przeczytaniu Twojego opisu drutków. niesamowite jest dla mnie to, jak jakość drutów wpływa na wygląd splotu:)niby wszystkie są do siebie podobne, a jednak diabeł tkwi w szczegółach...jak mówią.
i to robienie na okrągło - super, czy rzeczywiście żyłka sama wysuwa się spomiędzy oczek?

Fiubzdziu pisze...

No dobra, skoro twierdzisz, że nosiłaś Pszczółkę w brzuchu to niech Ci będzie :P A co do jedzenia, to w dzieciństwie też byłam niejadkiem, za to teraz sobie odbijam za wsze czasy :D (koleżanki z roku twierdzą, że mam żołądek po końce palców)

Drutków zazdroszczę tak z zasady :P

O notateczki pięknie proszę (możesz sobie wyobrazić, że pięknie się uśmiecham i trzepoczę rzęsami :P). KOlejny sweterek do kolekcji zachomikowanych się jak najbardziej nada :D

Kath pisze...

Myszoptico - o co chodzi z tym wysuwaniem się żyłki spomiędzy oczek? Te lewe oczka to dla mnie objawienie, tyle nowych możliwości i wzorków :)

Fiubzdziu pisze...

Zazdroszczę Ci tego robienia rękawów ba okrągło... SUper, że dostałaś potwierdzenie :D ja z kolei cały czas czekam na maila z losowaniem.

Laura pisze...

Kasiu wybacz milczenie,ale cóż,proza życia. Drutków zazdroszczę namiętnie,ale dla mnie cena nie do przyjęcia :(. Wróć-nie dla mnie,dla mojej rodziny byłaby powodem do odsądzenia mnie od czci i wiary. A ponieważ zima idzie jakoś słabo sobie wyobrażam siebie w kanale ciepłowniczym z powodu braku miejsca zakwaterowania. Będę więc sobie podglądać co drutki potrafia w Twoich rękach. A kapelusik śliczny!

Lucyna pisze...

Gratuluję drutków! Taki zakup- choć kosztowny, ale posłuży długo.
A przy okazji- doszły mnie słuchy, że można od Ciebie dostać wzorki. Konretnie chodzi mi o wzór Manona. Bardzo mi się ten sweter podoba i gdy Ci to nie przeszkadzało, chętnie też bym sobie taki zrobiła.
Bardzo proszę:-)
Pozdrawiam. Lucyna (ta od Ponitcedo...)

myszoptica77 pisze...

już tłumaczę - próbkę "okrągłą" robiłaś drutami z żyłką 80 cm, więc wyobrażam sobie, ze było takie miejsce, gdzie żyłka tworzyła malowniczy zawijasek. czytałam gdzieś opinie,że przy drutkach na żyłce tej klasy nie trzeba się z tymże zawijaskiem mocować, bo tworzy się niemalze sam... i komfort dziergania jest zupełnie inny

Brahdelt pisze...

Jaka wyczerpująca recenzja! Zazdroszczę żyłki, która jest wyprostowana, szlag mnie trafia, jak mi się żyłka zwija w obwarzanek. Jednak jak wodać, nie ma drutów idealnych, ale można się do tego ideału zbliżyć. ^^

edi-bk pisze...

Dziękuję za wyczerpującą i rzetelną relację, próbka z oczkami lewymi potwierdza wiarygodność drutków więc ja poproszę o link do tego cuda. Nie wiem jak to się stało ale nie pochwaliłam tuniki na Twojej osobie- pięknie w niej wyglądasz a na nos nie zwróciłam uwagi. Pozdrawiam cieplutko.

Karina pisze...

Drutków "zazdraszczam" ;-) Właśnie rozpoczęłam swoją pierwszą w życiu robótkę na drutach z żyłką i sama się sobie dziwię dlaczego nie spróbowałam wcześniej.

A poza tym gratuluję talentu pisarskiego, przeczytałam Twoją recenzję jednym tchem, sama zabieram się jak pies do jeża, żeby na blogu napisać coś o swoich robótkach czy choćby o Mojej Malwiniastej.

sprezyna pisze...

Te lewe oczka wyglądają obiecująco:)))
Drutków oczywiście zazdroszczę...;)

ann_margaret pisze...

No to się nazywa porządna recenzja! Gratuluję (no i zazdroszczę, nie ukrywam;) udanego zakupu.
Ucieszyło mnie, że nie tylko ja mam problem z nierównymi rzędami na lewej stronie;)
Nie pochwaliłam jeszcze tuniki - jest śliczna i pasuje przepięknie! Pozdrawiam!