Szydełko owszem – powstał pierwszy różowiutki koszyczek.
Ostatnio rzadziej się odzywam, z wiadomych powodów, lecz plan robót na najbliższą przyszłość mam jasny i przejrzysty :) Przed chwilą dostałam przesyłkę z Inter-Fox’u z resztą Mississippi na Harmony. Za tę robótkę zabiorę się w pierwszej kolejności.
Jeżeli jutro słońce dopisze, postaram się obfocić Joy’a – ta robótka będzie druga w kolejności po Harmony.
Plan na dziś jest taki, żeby zabrać się za niego drutami 3,5, zrobić rozmiar większy (tylko korpus, rękawy są dobre), do tego zrobić go bezszwowo. To będzie improwizacja, nie mam pojęcia, czy większy rozmiar na mniejszych drutach da mi jakiś dodatkowy luz :) Miałam wielką ochotę zrobić Joya z bawełny Adriafilu, po pierwsze nie jestem jednak pewna czy jest ona grubsza, po drugie na zamówienie będę musiała trochę poczekać, do tego czasu mogę się z niecierpliwości wziąć za wersję z Australa ;)
Wieści Kocurka na temat Cashsoftu nieco ostudziły mój zapał do kupowania włóczki na Rosa, co nie jest pozytywne, albowiem środki nie wydaje na włóczkę mają tendencje do rozchodzenia się na jakieś bzdury i bycia podbieranym przez rodzinę gdy brak gotówki pod ręką. Poza tym wpadły mi w oko buty i inwestycja włóczkowa jest mocno zagrożona ;)
Jeśli już przy inwestycjach jesteśmy – nie widać tego jeszcze ale czeka mnie chudszy okres zakupowo-włóczkowy. Może nie będzie to aż tak zauważalne, ponieważ zapasów nagromadziłam sporo ale świadomość istnieje. Jeśli chce się jechać na wakacje trzeba to wziąć pod uwagę :)
Przed okresem chudym jednak wybraliśmy się do Ikei. Cel był zbożny – mieliśmy kupić blokady do szuflad i szafek (Pszczoła z coraz większym zapałem eksploruje otoczenie). Nim jednak dotrze się do blokad mija się mnóstwo innych pokus. Mieliśmy listę więc nie kupiliśmy nic nadmiarowego (no dobrze, nie kupiliśmy zbyt wiele nadmiarowego) mimo wszystko jednak wróciliśmy obładowani dobrem wszelakim.
Zbyt wiele ścian zbyt długo pozostawało pustych, mamy zamiar wybrać kilka zdjęć, wywołać je i zawiesić na ścianach. Kupiliśmy do nich piękne białe ramki. Szczególnie przypadły nam do gust głębokie, kwadratowe. Przytargałam też sporo segregatorów na czasopisma (wnętrzarskich mam całe 8 segregatorów), białe kubki i kilka białych doniczek (ukłon w stronę minimalizmu;)) . No i nadmiarowo i całkiem nieplanowo podkładki. Bo okrutnie mi się podobały, mam jeszcze takie i prezentują się świetnie, chociaż nie nadają się do każdego zastosowania bo są ażurowe. W końcu kupiliśmy i zawiesiliśmy półkę pod prysznicem. Podsumowując – z zakupów jestem ogromnie zadowolona.
Prace porządkowe postępują. Ponieważ rozpoczął się tydzień roboczy i jestem sama z Majką przeszłam na system półkowo/szufladowy. Jednorazowo miewam pół godziny/ godzinę na wysprzątanie czegoś – biorę się zatem za mniejsze jednostki. Wyznaczam sobie szufladę/półkę lub szafkę, wyciągam z niej wszystko i robię porządek. Jeśli dobrze zaplanuję rozmieszczenie przedmiotów i będą one wracały na swoje miejsce niedługo powinnam mieć porządek w większości szafek.
Akcja jest zaraźliwa, do porządków włączył się Marcin – przedziera się przez stosy papierów, rachunków i innych dokumentów – przy okazji prostuje wszystkie zaległe sprawy. Udało nam się znaleźć na stronie gminy punkt bezpłatnie odbierający niepotrzebną/niedziałającą elektronikę. W sobotę udało nam się wywieźć wszystkie stare obudowy, monitory (zalegały piwnicę od paru lat), cały niepotrzebny sprzęt i ogromne pudło starych kaset i dyskietek. Niemal fizycznie czuję powiększającą się wokół mnie przestrzeń (chociaż do piwnicy opróżnionej z gratów jeszcze nie wchodziłam).
Zapomniałam, że przy okazji zakupów wypatrzyliśmy pisaki dla Pszczoły :) Akcja rysowania odbyła się od soboty kilkakrotnie – Pszczoła podchodzi do sprawy bardzo poważnie, a mnie przestało już walić serce ilekroć zjedzie mazakiem na stół, ubranie, twarz czy też wsadzi je sobie do ust – faktycznie da się je bez problemu zmyć.




Pszczoła ubrudzona mazakami zachowuje się jak Lady Makbet – ciągle przygląda się dłoniom i pociera nimi próbując je wyczyścić:
Całą sesję wrzuciłam do Pszczelego katalogu na Picassie i tam odsyłam amatorów tego typu rozrywki.
Upiekłam drugi raz ulubiony chleb Liski. Tym razem zdjęć nie ma bo chleb znikł. To chyba oznacza, że się udał :)
Na dzis już koniec, niedługo czeka mnie wyprawa na szczepienie Pszczoły. Dzisiaj będę wbijane dwie igły więc spodziewam się, że w okolicznych domach mogą pęknąć szyby.
No i zapomniałabym jeszcze więc mały dopisek – zakochałam się wczoraj w tych butach i kombinuję jak koń pod górkę jak je mieć i czy je wogóle mieć!
Są jeszcze brązowe, rozsądek podpowiada, że brązowe byłyby nawet uzasadnione, ale serce wyrywa się w kierunku czerwieni!