piątek, 29 sierpnia 2008

Jakby tego było mało

Zabrałam się za robienie szala.  Miałam sprawdzić tylko jak się robi "provisional cast on" (ciekawe czy to przetłumaczyli na nasze?). Później chciałam sprawdzić jak to w ogóle będzie wychodzić. No i jest tyle:

P1200074

Pogoda dzisiaj marna więc na kolor nie patrzcie. Wzór też kiepsko widać, więc posiłkowałam się obiciem krzesła:

P1200081

Docelowo szal ma wyglądać tak jak na stronie Pink Lemon Twist, gdzie można nabyć wzór. Miałam go na liście ulubionych od dawna, ale wzięło mnie mocno dopiero po zobaczeniu wersji Jagienki. Kolor mojego "szala" jest bardziej zbliżony (jeśli nie ten sam) do wersji Jagienki, niż do tego, który widać na moich fotkach.

Szal ma mieć ze dwa metry - tam gdzie jest jasna nitka będzie jego środek (chwilę trwało nim się zorientowałam - ta moja niechęć do czytania całego opisu :)). Zakładam zatem, ze relacja z jego produkcji będzie wieloodcinkowa ;) Mam też nadzieję, że nim go skończę, wymyślę do czego go nosić ;)

Teraz garść informacji technicznych - druty 3, włóczka JaggerSpun Zephyr Wool-Silk 2/18 (dla motki luksusu ;)). Każde oczko rozrysowane na diagramie, ale nie jest najgorzej. Myślałam, ze bedę się zamykać w pokoju i w ciszy i skupieniu wgapiać w schemat. Okazuje się, że pomaga zaznaczanie markerem rzędów, które się już przerobiło. Dodatkowo dla kilku rzędów w przód wpisuję sobie ilość oczek prawych (tam gdzie jest ich więcej). Wzór na robótce jest na tyle czytelny, że daje się wyłapywać pomyłki - pomyłki są bardzo potrzebne, bo wtedy mam chwilowo robótki dosyć i odkładam ją na później ;) Generalnie jednak po dłuższej chwili dziergania tego szala czuję się jak po "połknięciu" książki - lekko otumaniona.

Plan mam taki, że dziergam szal w czasie majodrzemki - wtedy śpią też psy, w domu jest kompletnie cicho. Oczywiście nie trzymam się planu, przedziergałam wczorajszy wieczór, może podziergam dziś - bo chcę dojść do końca zawijasków. Później jednak biorę się za Manon bo nie chcę znienawidzić tego szala ;)

Pokus coraz więcej wokół. Archiwum X leży odłogiem, Manon doprasza się ukończenia, katalog "Do zrobienia" pęka w szwach, a na Ravelry znowu pojawił się ładny sweterek :( Właściwie pojawił się wcześniej, tylko teraz można zakupić wzór. Muszę chyba założyć kolejny katalog z rzeczami "Najbardziej do zrobienia", żeby się w tym wszystkim nie pogubić.

Zapomniałam, przy okazji Manon, napisać o bardzo ważnej rzeczy - na stronie Berroco jest dostępna korekta do tego wzoru.

Fiubzdziu - robić coś drugi raz - mordęga, ale robić dla siebie to trochę mniejsza mordęga :) Ponadto zaczynam doceniać komfort dziergania Merino - toż to sama przyjemność :)

Brahdelt - oj żal, żal pruć sweterek, tym bardziej żal, że masakrycznie się go pruje - jest tak dokładnie zrobiony, że każdej nitki trzeba szukać strasznie długo. Kolor bardziej wchodzi w róż niż w łosoś - tak wygląda na "świeżym powietrzu":

P1200064 P1200065

Edi-bk - na razie muszę zdobyć drutki. Z opisu wynika, że rękawy też robi się na okrągło - co przy takiej włóczce ma sens. Nie wiem jak wyglądałby szew takiej grubości. Robimy z Laurą rekonesans (ja wirtualny ona lokalnie pasmanteryjny) w poszukiwaniu odpowiedniego zestawu :)

wtorek, 26 sierpnia 2008

Wykończona, ale szczęśliwa

Byłam wczoraj z mamą i siostrą (no i Pszczółką) "w mieście". Siostra dzisiaj wybywa na wczasy, chciała poczynić ostatnie zakupy - ja potrzebowałam odmiany od codziennego siedzenia w domu:)

Teraz bolą mnie stopy i plecy.  Jestem wykończona, ale szczęśliwa albowiem odwiedziłyśmy ciucholand - z sukcesem zresztą. Wyszperałam wielgachne swetrzysko z grubaśnej wełny (przynajmniej tak mi się zdaje) . Od tygodnia wzdycham do strony Inter-Fox'u, a konkretnie do włóczki Freedom Wool. Zachciało mi się takowej w związku z płaszczykiem Solaris, wg wzory z Runaway Knits:

 runway_148

Włóczka, której użyła Solaris ma cenę mocno przekraczającą moją granicę zdrowego rozsądku, myślałam zatem o zamienniku w postaci Freedom, który jednakże też nieźle szarpnąłby mnie po kieszeni. Dodatkowo w sklepie nie ma akurat tego odcienia żylnej czerwieni, który by mi się najbardziej spodobał, więc wzdychałam sobie platonicznie.

A tutaj takie znalezisko - sweter ogromny, ręcznie robiony (i do tego bezszwowo). Niewykończony, więc nitki niepochowane - pruło się go z przyjemnością. A oto efekt:

P1200004-2 

Fotka ciut za jasna - kolory to: naturalny, trochę grafitowej wełny i najmniej ciemnobrązowej. Mam nadzieję, że tej jasnej wystarczy na kusy płaszczyk dla mnie. Włóczka na oko (w łapach nie miałam)ma podobny skręt do Freedom, nie wiem jeszcze na jakie druty będzie, jeśli na grubsze niż 6mm będę musiała zamówić drutki na sieci (lokalne pasmanterie nie dysponują):

P1200011-2

Gdybym umiała, miała doświadczenie - ufarbowałabym tę włóczkę na jakiś fajny kolor.

Kupiłam jeszcze jeden sweterek do prucia. Szczerze mowiąc, szkoda mi go pruć bo jest bardzo równo wykonany i starannie wykończony. Fason jednak zdecydowanie nie mój (zwyczajny prosty, z prostymi rękawami),  rękawki odrobinę przykrótkie, ale kolor cudowny:

P1200026-2 

Pogoda i tym razem nie sprzyjała odwzorowaniu - to taki delikatny melanż zgaszonego różu z mleczną bielą i brązowymi niteczkami. Są nawet guziczki:

P1200029-2

Na fotce wygląda to jak mięso mielone, ale w rzeczywistości włóczka na śliczny kolor.

Już zbliżałam się do etapu, kiedy będę mogła zamówić sobie nowe włóczki na sieci, a u znowu sobie zapełniam szuflady;)

Robótkowo na tapecie mam jesienną wersję Manon - z rozpędu już ją robię, bo wzór znam na pamięć. Niemal skończyłam drugi rękaw, "pozostaje" zdecydować o ile rzędów zmniejszyć trójkąt i zabrać się za korpus.

Bardzo dziękuję za pochwały Lorenowej Manon - teraz z czystym sumieniem i nowymi siłami mogę zmajstrować drugi egzemplarz :)

Antosiu - niestety nie znalazłam na sieci miejsca, gdzie można by kupić pojedynczy egzemplarz - a przydałoby się bardzo, bo na jeden booklet z reguły przypada model lub dwa, które się podobają :(

Lauro - będę musiała chyba dokładniej przejrzeć Perfekcyjną, ale nie trafiłam na opis łabędzia :) Są tylko opisy robienia układania serwetek.

niedziela, 24 sierpnia 2008

Zwroty akcji

Niewiele brakowało, a trzy robótki pożegnałyby się z życiem.

Zniechęcona kolejnym podejściem do Lotosa (między innymi) miałam ochotę wyrżnąć wszystkie realne i potencjalne trupy i "zacząć robótkowe życie od nowa" (tym przyjemniej pożegnałabym się z dręczącymi mnie robótkowymi widmami bo z użyciem wool windera).

Siadłam jednak na chwilkę przy komputerze i dowędrowałam do wpisu Aglay'i.

Jakoś tak pozytywnie mnie natchnął (bo ja taka emocjonalna jestem). Siadłam, włączyłam Kino Polska i przy akompaniamencie kronik filmowych (akurat o czynach społecznych było) podciągnęłam letnią wersję Manon:

P1190876 P1190882 P1190885 P1190888

Trochę ubarwiłam ;) Przy kronice filmowej podciągnęłam większą część. Wczoraj poprawiałam głowki rękawów, zszywałam całość, chowałam nitki i doszywałam zygzaki na szwach - trochę czasu na to wszystko zeszło.

Garść szczegółów: peplum (trójkąciki plus ściągacz) dłubane na drutach 3,5. Góra - pierwszych 5 rzędów na 3,5 reszta (łącznie z rękawami) na 4mm. Nie wiem ile mi zeszło włóczki bo prułam warkoczowe bolerko i uszczknęłam trochę nieudanego wdzianka z listkami (listki zachowałam do szczuplejszej wersji wdzianka).

Modyfikacji nie było zbyt wiele - mniejsze druty a dolnej części robótki, wszystko zgodnie z opisem - tylko z tyłem i przodami podjechałam trochę wyżej - na oko tyle, żeby ściągacz trafiał lekko pod biust. Odejmowania na skos dekoltu kończą się dużo wcześniej więc nie ma kombinowania  przeliczaniem oczek. Jeśli chodzi o rękawy - wydłużyłam minimalnie główkę - w miejscu gdzie odejmuje się oczko co 3 razy co 4 rząd, ja wykonałam dwa odjęcia co 6 rzędów, trzecie juz wg przepisu - co 4-ty.

Dodatkowo ściągacz w talii obszydełkowałam rządkiem półsłupków i rządkiem oczek ścisłych - na zdjęciu sweter spięty jest jeszcze agrafką, ale krawędzie są na tyle sztywne, że da się zamocować zapięcie na haczyki (jakkolwiek to się nazywa).

Kręciłam trochę nosem na początku na te zygzaczki na szwach ale teraz ogromnie mi się podobają - zdecydowanie robią tutaj za wisienkę ;)

Lorena jest mięciutka i bardzo przyjemna w dotyku i do tego ma boski kolor - w końcu też doczekała się swojego projektu, bo czekała na niego już zbyt długo. Czy jestem zadowolona z efektu? - ba! byłam już dzisiaj w Manon "na mieście" ;)

Brahdelt, Fiubzdziu - dlaczego nie sprułam Merino i nie zaczęłam od nowa? Bo mnie Merino na drutach 3,5 troszkę zbroją trąci, a nie miałam pomysłu jak inaczej zmniejszyć dół. Swoją drogą wpadłam w międzyczasie na pomysł, jak to zrobić - nie wykluczam trzeciego podejścia do Manon - tym razem w wersji jesienniej, bo sweter diablo mi się podoba :)

Izuss - dziękuję za promyczek  słońca w  Twoim komentarzu - Lorenie bardzo się przydał, mnie zresztą też :) Jeśli zaś o Perfekcyjna chodzi - chwilowo "życie" to dla mnie właśnie cztery ściany z całym dobrodziejstwem inwentarza. Przyznaję, że aktualnie błyszczący kran potrafi dać mi satysfakcję równą ładnie wykonanej robótce :)

czwartek, 21 sierpnia 2008

Manon, Manon Bis

Chyba długo nie pisałam. Miałam nie pisać, póki nie będzie nic sensownego do pokazania, ale to by trwało dosyć długo. Nie dlatego, że nie dziergam (czy jest w ogóle taki stan "niedziergania" ?), wręcz przeciwnie - dziergam w kółko, tyle że nieefektywnie.

Jak wspominałam wcześniej Manon praktycznie sama schodzi z drutów (podobnie jak wcześniej Lotos), w dwa dni doszłam do takiego etapu:

P1190834

Ładnie wygląda - prawda? Tyle, że za szerokie i to sporo:

P1190841

Byłam nawet skłonna założyć, że to w końcu wdzianko na chłodniejsze dni, jak się coś pod spód włoży to będzie wypełniacz ;) Były to jednak założenia desperackie, wiedziałam, że nie ma sensu ciągnąć dziergania dalej. W takim pesymistycznym stanie ducha wybrałam się w akompaniamencie grzmotów, świszczącego wiatru i wściekłego bębnienia kropli deszczu w dach samochodu, na wesele do kuzynki Marcina.

Wyjazd dał mi pewien dystans do nieudanego projektu, postanowiłam podejść do niego jeszcze raz (znowu podobnie jak wcześniej Lotos), z cieńszymi drutkami i inną włóczką - Loreną. Nad Loreną wisi klątwa jakaś, więc nie wróżę projektowi sukcesu.

W jeden dzień zrobiłam sobie powtórkę z rozrywki - tj. peplum - różnica w gabarytach zadowalająca:

P1190836

Teraz lecę nudniejszą część, czyli górę i marudzę sobie w międzyczasie. A bo Merino to była jakaś konkretna włóczka, a Lorena to taka mięciutka "szmatka". Bo Lorena z odzysku, więc oczka nie takie równe etc etc.

Na chwilę obecną mam zakończone plecy - pozostaje dorobić przody i rękawy:

P1190833 

Jak widać z przodu ściągacz "paska" i przodów nie trzyma się tak ładnie jak przy wersji z Merino - włóczka jest zbyt miękka :(

P1190827

Przyznam się teraz ze wstydem (chyba już bardziej publicznie nie można) - w zeszły piątek zobaczyłam książkowe wydanie Perfekcyjnej.... w różowej okładce. Źle napisałam - przyznaję ze wstydem, że ją kupiłam :) Połknęłam książkę w jeden wieczór, powtórzyłam lekturę dnia następnego, co bardzo podniosło moje morale(wiem, że kiwacie teraz z politowaniem głową). Uzbrojona w spryskiwacz z roztworem octu i soku z cytryny szturmuję chwilowo kuchnię (Marcin dostał zadanie zdobycia boraksu). Nie wiem, czy książkę można polecać, wiem że mnie się podoba. Bardzo przyjemnie się ją czyta, nie ma tego, co mnie w tego typu książkach męczy - wielkie rysunki, monstrualna czcionka, ogromne marginesy.

Marcin twierdził, że nawet jeśli nabycie tej książki zakończy się na jednych gruntownych porządkach to i tak się opłaca ;)

Chciałabym w tym miejscu zaznaczyć, że nie jest to jedyna książka jaką ostatnio nabyłam/przeczytałam - żeby nie było, że kompletnie zdziczałam na tym wychowawczym ;)

Brahdelt - dobry pomysł na wcięcie w talii, dokładnie w tym kierunku kombinowałam. Chcę uzyskać coś przejściowego pomiędzy wersją oryginalną, a wersją Maymay. Ona kombinowała z rzędami skróconymi na etapie "paska".Ja wykonałam dół standardowo, zakłądając, że pasek ze ściągacza jest najwęższym miejscem, a po przejściu do części gładkiej zmieniłam druty na 4mm.

Dagny - ano często korzysta z tych trójkącików, a dokładnie ten sam motyw miała w jednym białym golfie.

Fiubzdziu - zaczęłaś dłubać te koszyczki? ;)

Ps. Strasznie mnie już skręca, żeby sobie kupić nową włóczkę :(

czwartek, 14 sierpnia 2008

Anty-UFOlympics

Są tacy, którzy czas Olimpiady wykorzystują do porządkowania szuflad z trupami. Ja mnożę nowe, potencjalne trupy.

Pokrętnie stwierdzę, że w moim szaleństwie jest metoda - zachwyty nad modelami to jedno, zapasy włóczkowe to drugie.  Udało mi się wykończyć jasną Chainette, udało mi się znaleźć zastosowanie dla bordowej (produkcje Sweterka z archiwum X odłożę na później, bo nudno się go dłubie- ale jeden rękaw "już" jest), znalazłam (to była największa euforia) zastosowanie zmechaconej bawełny (na produkcję koszyczków zeszły mi dwie wielkie kule, a zejdzie zdecydowanie więcej).

Ostatnie zachwyty nad nowymi modelami sprowadzały mnie na niebezpieczne tereny zakupów pasmanteryjnych. Wrociłam zatem na bezpieczne wody - 9 motków zielonej Merino. Miała to być pistacjowa merino (monitor i wyobraźnia podpowiedziały mi, że będzie pistacjowa).W rzeczywistości zaś to taki puszkowy groszek. W dwa wieczory wyprodukowałam z niego coś takiego:

P1190778-1

To kawałek Manon ze strony Berroco. Miałam ogromną ochotę zrobić go z radośniejszej Loreny, ale boję się, że wyjdzie za miękka (nie mam ja charakteru do eksperymentów, oj nie). Poza tym idzią chłody (ponoć mają już być w sobotę;), poza tym jak zejdzie mi groszkowa Merino, znowu będę bliżej potencjalnych zakupów pasmanteryjnych. Jeśli zaś okaże się, że groszkowej Merino mi braknie, to przecież nie opłaca się zamawiać tylko jednej włóczki ;)

To szczyt, nie wiem czego, narzucać sobie samemu ograniczenia a później kombinować jak je obejść ;)

Wracając do Manon - cudnie się ją drutuje. Zasada jest taka, jak przy płaszczu z Vogue - zaczyna się od zewnętrznej krawędzi trzech trójkątów i stopniowo zbliża do miejsca, gdzie stykają się ich szczyty. Do tego wzór jest o wiele prostszy, niż w przypadku płaszcza. Lubię takie projekty, gdzie czytanie opisu jest jak śledzenie kryminalnej intrygi (nawet jeśli z moją niechęcią do przeanalizowania całego opisu człowiek musi spruć część roboty "bo niedoczytał").

Czego się boję - z wielu realizacji na Ravelry, podoobały mi się raptem dwie. Żakiet nie jest wcięty w talii - tego nie lubię. Liczę na to, że robiąc odpowiednio mniejszy dół, uzyskam cos w rodzaju wcięcia.

Dagny - a pewnie, że się nie obrażę, chyba, że spotkamy się w tych sweterkach na jakimś party;) Póki co rozglądam się za jakąś miłą włóczką dla niego.

Antosiu - Osinki to po mojemu dziewczyny z rosyjskiego forum Osinka - to niewyczerpalne źródło wszelakiej inspiracji i pomocy :)

Co sweterka we wspaniałym wykonaniu Vita Ariny - zrobiłam próbę Sonatą na trójkach i wyszła za szeroka. Straszliwa dłubanina z nosem w schemacie na czas samotnych wieczorów. Wrócę do niej jak mi się trafi odpowiednia włóczka.

Cieszę się, że golf przypadł Wam do gustu - jakby z 10 osób go skrytykowało pewnie bym się w nim nie pokazała ;) Co ciekawe na Raverly niedługo będzie miał więcej "serduszek" od dużo trudniejszego płaszcza z Vogue - zadziwiające.

Z koszyczkami nie skończyłam - lecę zapamiętale aż do odcisków na kciuku:

P1190760

Te są już odpowiednio kwadratowe - kto woli okrąglejsze - wystarczy nie zaginać ich przed zdjęciem na rogach :)

Dzięki Porannej można tez produkować wersję okrągła :)