czwartek, 21 sierpnia 2008

Manon, Manon Bis

Chyba długo nie pisałam. Miałam nie pisać, póki nie będzie nic sensownego do pokazania, ale to by trwało dosyć długo. Nie dlatego, że nie dziergam (czy jest w ogóle taki stan "niedziergania" ?), wręcz przeciwnie - dziergam w kółko, tyle że nieefektywnie.

Jak wspominałam wcześniej Manon praktycznie sama schodzi z drutów (podobnie jak wcześniej Lotos), w dwa dni doszłam do takiego etapu:

P1190834

Ładnie wygląda - prawda? Tyle, że za szerokie i to sporo:

P1190841

Byłam nawet skłonna założyć, że to w końcu wdzianko na chłodniejsze dni, jak się coś pod spód włoży to będzie wypełniacz ;) Były to jednak założenia desperackie, wiedziałam, że nie ma sensu ciągnąć dziergania dalej. W takim pesymistycznym stanie ducha wybrałam się w akompaniamencie grzmotów, świszczącego wiatru i wściekłego bębnienia kropli deszczu w dach samochodu, na wesele do kuzynki Marcina.

Wyjazd dał mi pewien dystans do nieudanego projektu, postanowiłam podejść do niego jeszcze raz (znowu podobnie jak wcześniej Lotos), z cieńszymi drutkami i inną włóczką - Loreną. Nad Loreną wisi klątwa jakaś, więc nie wróżę projektowi sukcesu.

W jeden dzień zrobiłam sobie powtórkę z rozrywki - tj. peplum - różnica w gabarytach zadowalająca:

P1190836

Teraz lecę nudniejszą część, czyli górę i marudzę sobie w międzyczasie. A bo Merino to była jakaś konkretna włóczka, a Lorena to taka mięciutka "szmatka". Bo Lorena z odzysku, więc oczka nie takie równe etc etc.

Na chwilę obecną mam zakończone plecy - pozostaje dorobić przody i rękawy:

P1190833 

Jak widać z przodu ściągacz "paska" i przodów nie trzyma się tak ładnie jak przy wersji z Merino - włóczka jest zbyt miękka :(

P1190827

Przyznam się teraz ze wstydem (chyba już bardziej publicznie nie można) - w zeszły piątek zobaczyłam książkowe wydanie Perfekcyjnej.... w różowej okładce. Źle napisałam - przyznaję ze wstydem, że ją kupiłam :) Połknęłam książkę w jeden wieczór, powtórzyłam lekturę dnia następnego, co bardzo podniosło moje morale(wiem, że kiwacie teraz z politowaniem głową). Uzbrojona w spryskiwacz z roztworem octu i soku z cytryny szturmuję chwilowo kuchnię (Marcin dostał zadanie zdobycia boraksu). Nie wiem, czy książkę można polecać, wiem że mnie się podoba. Bardzo przyjemnie się ją czyta, nie ma tego, co mnie w tego typu książkach męczy - wielkie rysunki, monstrualna czcionka, ogromne marginesy.

Marcin twierdził, że nawet jeśli nabycie tej książki zakończy się na jednych gruntownych porządkach to i tak się opłaca ;)

Chciałabym w tym miejscu zaznaczyć, że nie jest to jedyna książka jaką ostatnio nabyłam/przeczytałam - żeby nie było, że kompletnie zdziczałam na tym wychowawczym ;)

Brahdelt - dobry pomysł na wcięcie w talii, dokładnie w tym kierunku kombinowałam. Chcę uzyskać coś przejściowego pomiędzy wersją oryginalną, a wersją Maymay. Ona kombinowała z rzędami skróconymi na etapie "paska".Ja wykonałam dół standardowo, zakłądając, że pasek ze ściągacza jest najwęższym miejscem, a po przejściu do części gładkiej zmieniłam druty na 4mm.

Dagny - ano często korzysta z tych trójkącików, a dokładnie ten sam motyw miała w jednym białym golfie.

Fiubzdziu - zaczęłaś dłubać te koszyczki? ;)

Ps. Strasznie mnie już skręca, żeby sobie kupić nową włóczkę :(

5 komentarzy:

Fiubzdziu pisze...

bardzo ładne toto. Nie wolałaś spruć i zrobić jeszcze raz?

Oczywiście, że nie zaczęłam jeszcze robić koszyczków, bo:
a) nie mam odpowiedniej włóczki
b) nie mam odpowiedniego szydełka
c) nie mam gdzie ich postawić :/
d) męczę się z wdziankiem dla mamy
e) frustruje mnie szal, który zaczęłam i który prułam dwa razy i dalej nie wiem co z nim zrobić

Brahdelt pisze...

"Nad Loreną wisi klątwa jakaś, więc nie wróżę projektowi sukcesu." - nie ma to jak pozytywne nastawienie do projektu!... *^v^*
Też bym chyba optowałam za spruciem wersji Merinowej i zrobienie jeszcze raz, skoro Lorena tak niesfornie się zachowuje.

Chyba też powinnam kupić tę książkę, mojemu mieszkaniu przydałoby się chociaż jedno gruntowne sprzątanie, ech... =^v^=

anavilma pisze...

Ja tam nie wiem czy jakakolwiek ksiazka moglaby mnie zagonic do takiej roboty ... ;-P

persjanka pisze...

ja tez mam watpliwosci czy ksiazka mi pomoze...hmm raczej wpedzi w poczucie winy ile rzeczy powinnam a nie zrobilam:)..ta zielen bardzo ladna..pozdrawiam ania

izuss1 pisze...

Ilekroć wchodzę na Twojego bloga nie mogę się nadziwić jak piękne, gustowne i dopracowane są Twoje prace. A Ty jeszcze śmiesz marudzić... ;)
Ale jeszcze bardziej podziwiam, że niemal natychmiast podjęłaś drugą próbę!

Co do książki - znając moje nastawienia pewnie bym przeczytała, pozachwycała się sposobami, a wszystko skwitowała refleksją "kurcze, ludzie to mają problemy, zamiast zajmować się prawdziwym życiem" :)