poniedziałek, 23 czerwca 2008

Włóczka jest zawsze mile widziana :)

Tak sobie niucham po blogach i widzę, że dzisiaj dzień przybyłych włóczek jest, a to u Brahdelt (mniam ten kolor i ten bambus) a to u Fiubzdziu, a to u mnie.

Rozczuliłam się ogromnie, kiedy siostra dzisiaj przytargała mi od babci włóczkę. Babcia z sąsiadką pruły dla mnie sweter na włóczkę  - czy to nie kochane?

Otrzymałam 4 kłębki takiej oto anielsko błękitnej włóczki z (chyba) wiskozowym oplotem (świeci się, stąd to podejrzenie):

P1180186

P1180191

Trudno mi ocenić czy to sam akryl (z wiskozowym oplotem ;)) czy jest w tym domieszka wełny, nie znam się na tyle, żeby to palpacyjnie rozpoznać. Robiłam próbkę na 4-kach - wychodzi ładnie, na ciut większe pewnie też się nada. Marcin się śmieje, że będę w takim kolorze strasznie słodko wyglądać, ale ja jestem podekscytowana - muszę znaleźć dla niej godne przeznaczenie, żeby trud babci nie poszedł na marne. Jest tylko jeden zgryz - zważyłam włóczkę, i jest jej ok 350 gram - pojęcia nie mam jak to się przekłada na  kupne motki. Babcia twierdzi, ze sweter był ogromny, a ja zazwyczaj kupuję na siebie ok 400 gram na sweter - bądź tu mądry:(

Teraz wiadomośc od której powinnam właściwie zacząć - korneliowy sweterek został przekazany cioci! Pasuje! Ciocia podobno zachwycona (ciocia jest bardzo miłą osobą i pewna jestem, że nie powiedziałaby że się nie podoba :/). Przeszukując wczoraj swoje wpisy blogowe  uswiadomiłam sobie, że zabierałam się za ten sweterek od marca - po prostu wstyd. Prawda, że od tego czasu wydziergałam i sprułam ze trzy korpusy, z których żaden mnie nie zadowolił, mimo wszystko jednak terminy realizacji mam tragiczne.

Czas na wieści dotyczące zielonego, liściastego bolerka - przyszyłam wczoraj całą bordiurę (bez rękawów) i już wiem na czym polega moja klątwa Lorenowa - nie wiem skąd mi strzeliło do łba niereformowalnego, że bolerko będzie ładnie wcięte w talii. Nieporozumienie z bolerkiem warkoczowym nie nauczyło mnie niczego :)

To wdzianko oczywiście też nie jest dopasowane, zwłaszcza z tyłu mnie to martwi. Spróbuję jeszcze raz przyszyć bordiurę, żeby zlikwidować falbankę, która zrobiła się z tyłu (niestety akurat ta poprawka wymaga wyprucia całości) nie zmieni to jednak faktu, że wdzianko z tyłu nie przylega do ciała tylko sobie tak raczej swobodnie dynda. Taka jego uroda - fotka ogrinału wyraźnie uprzedzała.  Mimo wszystko nie zrezygnuję z wdzianka - chociażby dla tych fajnych listków. Postaram się doprowadzić bordiurę do stanu zadowalającego, obfocę się i wystawię do oceny w najbliższym czasie :)

Trochę do tyłu z fotkami jestem, miałam wspomnieć (jakbym tego teraz nie robiła ) o swoim nowym stanowisku plenerowym oraz kapelusiku, który udało mi się wydziergać podczas tradycyjnej drzemki majowej, ale że nie mam odpowiedniego materiału ilustracyjnego rozwinę te wątki przy kolejnej okazji :)

3 komentarze:

Brahdelt pisze...

Brawo za skończenie korneliowego sweterka! *^v^* To dowód na to, że wszystko przemija, nawet najdłużej dziergany sweterek dla Cioci! ^^ I dwie ręce wolne do nowych projektów - błękit słodki, i może rzeczywiście starczy na coś dużego, skoro był wcześniej ogromnym swetrem, to może być wydajna włoczka, mimo, że lekka.
Kibicuję wykańczaniu bolerka - już chciałabym je zobaczyć w całości. *^v^*

Fiubzdziu pisze...

Kasiu jestem z Ciebie dumna!

Nigdy nie wiadomo, co włóczka wymyśli. A nóż, widelec, jest wydajna :]

dagny14 pisze...

Z bolerkami to ,niestety,tak jest.Trudno dopasować.Ale z pewnością sobie poradzisz.Szkoda byłoby pruć-te listki są śliczne.