Uffff! Wbrew wszelkim przeciwieństwom losu udało mi się skończyć dziewiczy kardiganek .Na sesję będę musiała poczekać dłuuugo zatem tymczasowo wrzucam fotę na manekinie:
Znowu została mi sonata - na żakiecik zużyłam pełne 300 gram Sonaty (powiedzmy że rozmiar małe 36) plus odrobina czwartego motka.
Drutki 2,5 na dół żakietu i 3 na resztę. Jestem zadowolona z efektu, chociaż żal serce ściska, że zdjęcia nie oddają rzeczywistego wyglądu sweterka.
Jeśli chodzi o Sonatę - włóczka moim zdaniem idealnie pasuje do żakietu, chociaż sprawiała mi mi problemy z powodu rozwarstwiania. Matwiłam się ciągle, że nie zdążę skończyć robótki, a już będzie wyglądała jak po przejściach.
Opis sweterka w zasadzie nie nastręczył większych problemów, chociaż są w nim dwa fragmenty, które mi nie do końca pasowały. Chodzi tu między innymi o opis mankietów - opuściłam dwa ostatnie rzędy, jako, że już przed ich wykonaniem miałam z grubsza oczekiwaną liczbę oczek (jeśli się pomyliłam - to konsekwentnie - w obu mankietach wyszło mi tak samo ;))
Tak wyglądało "body" przed zszyciem:
Mimo, że szycia nie było dużo, trochę obawiałam się zszywania ażuru - zwłaszcza tak koronkowego. Mam nadzieję wyszło w miarę poprawnie.
Miałam tez dużo szczęścia trafiając na odpowiednie guziki od razu w pierwszej pasmanterii. Jestem z nich bardzo zadowolona :)
Mam nadzieję uda mi się w najbliższym czasie zrobić parę przyzwoitszych fotek - jak zwykle jestem zbyt niecierpliwa by czekać :)



















