Jakieś trzy lata temu wybrałam się do pobliskiego ciucholandu po swetry do prucia. Załadowałam do koszyka kilka wielgachnych, bawełnianych swetrzysk podekscytowana ogromem włóczki, jaką z nich uzyskam. To był mój pierwszy zakup oraz pierwsze prucie swetrów, więc efekt nie mógł być powalający - do dzisiaj wala mi się po szafie wielka reklamówka z fragmentami swetrów, z wielkimi kłębkami zmechaconej bawełny, albo w najlepszym razie wielkimi kłębkami pięknej bawełny zniszczonej przeze mnie podczas prucia (pomagałam sobie możyczkami :/ ) Nie mogłam się zdobyc na wyrzucenie tego, ale też próby wydziergania czegokolwiek z tej włóczki budziły ogromną frustrację. Przechowywałam ją "bo noż, widelec się do czegoś przyda'.
Jakiś czas temu wyszperałam w japońskich czasopisemkach wzór na okrągłe koszyczki, ale jakoś zabrakło czasu, czy też chęci do wdrożenia pomysłu w życie.
Tymczasem dzisiaj, podczas szpiegowania po Raverly wpadłam na prosty opis wykonania koszyczków a'la Ikea . Przepis jest autorstwa Petry Kotrysowej i jest udostępniony do ściągnięcia na jej stronie www.e-pleteni.cz (opis jest po angielsku).
Ucieszyłam się ogromnie, bo koszyki takie to bardzo fajna sprawa, jeśli chodzi o przechowywanie drobiazgów (zapytajcie Perfekcyjnej... ;)) Ucieszyłam się podwójnie, bo spadłby mi z serca kamień w postaci zmechaconej, grubej bawełny, która zalega mi worki (i nie wygląda zbyt pięknie przerobiona na drutach).
Wzięłam zatem duży kłebek wyżej wymienionej:
W łapę złapałam szydełko nr 4, i podczas jednej Majodrzemki wykonałam takie dwa cudeńka (mnie się w każdym razie podobają):
Pierwszy nie jest idealnie kwadratowy, bo jeszcze nie rozumiałam sposoby wykonania rogów koszyka. Drugi nie ma idealnie płaskiego dna, bo załapałam sposób wykonania rogów koszyka mniej więcej w połowie dłubania ;) Trzeci będzie miał dno idealne (jak i kolejne, bo koszyków nigdy dosyć, a włóczki jeszcze trochę mam.
Przy okazji focenia koszyków uwieczniłam część motków przewiniętych wczoraj Yarn Winderem (z dużej, bo z miłością) - pochodzą z reklamówki darowanej mi przez babcię:
Każdy kolor w niewielkiej ilości, dodatkowo włóczka resztkowa - dużo wiązań po drodze. jedyny sposób na wykorzystanie, to jakieś szydełkowe wdzianko. Może coś w ten deseń?:
Brak mi tutaj na miejscu Brahdelt, która by pewnie ze swoim zmysłem artystycznym pozestawiała kolory z zamkniętymi oczami :(
Dziękuję z opóźnieniem wszystkim za ostrzeżenia dotyczące Kotków i Kocurków. Co prawda mam już parę kłębków tego cuda w domu, ale co tam - najwyżej przerobię je na koszyczki :)
Z ostatniej chwili - Sabriny mnożą się jak króliki - wpadła mi w łapki niemiecka (numer 9/2008) - podobają mi się te modele:
Nie na tyle jednak by rzucać wszystko i się za nie brać. Albowiem dobrnę do końca z Archiwum X (chociaż nie będzie to łatwe - to robótka z rodzaju tych, które się wloką).
Również dlatego, że jeśli zacznę kolejną rzecz, to "przystojniejszych" kandydatów jest kolejka. Chociażby ten (model z Merino 3):
...tylko te lewe oczka:(











