piątek, 19 grudnia 2008

Darcy, jeszcze nie na ciele

Zszyłam wczoraj Darcy’ego (chociaż Pszczoła wcale a wcale mi nie pomagała) i przymierzyłam – strasznie mi się spodobał :) Tył zwłaszcza, gdzie peplum jest dłuższe :) Z przodu też wygląda fajnie. Elian Klasik w tym kolorze jest po prostu obłędny, do tego ryż bardzo mu służy – Darcy jest mięciutki i bardzo miły w dotyku (dla porównania Samuraj robiony czwórkami jest dużo sztywniejszy). Zastanawiałam się jakiś czas nad rękawami. Są specyficzne, dosyć szerokie w stosunku do korpusu (mam na myśli ten odcinek od łokcia w górę) co sprawia, że w górnej części rękawa robi się coś w rodzaju lekkiej bufki. Ta bufka z tyłu, przy zszyciu lekko odstaje (widać to trochę na trzecim zdjęciu). Normalnie sprułabym łobuza i zrobiła bardziej dopasowaną główkę, ale tutaj mi ten efekt wydaje klimatyczny – czy aby Darcy nie miał takich lekko bufkowatych rękawów?

Co do wysokości pod szyją jeszcze się zastanowię. Mierzyłam całość bez wykończenia dekoltu. Dekolt kończyłam późną porą, kiedy wszyscy spali. Przymierzyłam na szybko i mam wrażenie, że jest gorzej – bardziej podobało mi się kiedy miałam mniej pod szyją. Powydziwiam jeszcze dzisiaj nad tym i zobaczymy. Przy okazji wykańczania Darcy’ego musiałam na chwilę przerzucić się na Inoxy 3mm. W tamtą stronę (przesiadając się na Knit Picksy) nie czułam takich fajerwerków, teraz wzdycham błogo ilekroć biorę je do rąk. Niby nic, niby chodzi o drobiazgi ale różnicę się czuje.

Prawdę mówiąc nie mam pojęcia jak zrobię fotkę na ciele (za oknem aktualnie sypie) – z parasolem w ręku? ;) Dzisiaj walczyłam ze statywem bo znowu od rana zmierzch. Po prostu serce boli, że nie można uchwycić koloru Eliana (chociaż jak tak patrzę, kolor wyszedł całkiem zbliżony).

P1230272 P1230275 P1230267 P1230277

Powiedziałabym, że na dole krzywo przypięłam poły, ale nie powiem bo będzie że marudzę. Jutro jadę po guziki, poprzyszywam i bedę chodzić w Darcym na okrągło!

Jest juz drugi smok ! Wykluł się jakoś tak nad ranem. Dziękuję wszystkim klikającym :) Będę się musiała zastanowić nad jakimś ładnym imieniem dla niego :)

Brahdelt - jak ja bym takiego trzylatka dorwała grrr. Majce nie pozwalam (chociaż ona zakazów kompletnie nie rozumie) dobierać się do psów (a pociąg ma jak diabli) tyle że ma fazę wywalania wszystkiego z kojca z hukiem. Psy są nerwowe bo boją się dźwięków. o ile sunia ma instynkt samozachowawczy i schodzi jej z oczu to kropa łazi za nią krok w krok a później się boi. Cymbałki nam niestraszne - Pszczoła dostała "od rodziny" szczeniaczka- uczniaczka, śpiewającego żółwia i strasznego Mikołaja co jeździ i ryczy kolędę. Stoperów używam od dawna :)


Myszoptico – znam, znam ten garnuszek :) Majka ma po rodzinie żółwia-sorter z klockami więc ten model odpadał. Ciekawe co gra, zauważyłam, że większość zabawek ma ten sam repertuar śpiewaczy.


Art-glass - śnieg wzięłam stąd.


YarnFerred - sypie się jak łupież prawda?;) Podoba mi się to, że się tak dyskretnie sypie - inaczej bym oczopląsu dostała.


Fanaberio - Twoje "nebo" mnie rozczuliło. Mam słabość do czeskiego nie od dziś :) Od kiedy czytam Twojego bloga widzę ile muszę się jeszcze nauczyć (ale to już nie w temacie czeskiego). Od dziś bedę się do Ciebie zwracać per Mistrzu :)


Agnieszko - kiedy wsadzam Majkę do kojca pole rażenia samo oczyszcza się z psów. Sunia idzie się  zaszyć na swoje legowisko, kropka w ogóle wynosi się z pokoju. Kiedy Majka biega po "spacerniaku" czyli dookoła domu - Kropa melinuje się w jadalni za stołem.

Pantarejko - ha, miałam się skonsultować przed zrobieniem zamówienia - fajny ten warsztat :) Liczę na to, ze Pszczoła rozwinie talent muzyczny a przy tym wyczerpie się fizycznie i będzie dobrze spała ;) Drutki sobie kup, jeśli masz ochotę - a jak! 


Fiubzdziu - hardcore to jest małe dziecko z chochelką + kaloryfer i tym podobne zestawienia. Majka uwielbia puszczać melodyjkę na swoim żółwiu i sprawdzać czy wszyscy w pokoju "tańczą" machając rękami tak jak ona pokazała. Bo machamy tylko jak patrzy ;)

Rany ja taka rozpuszczona jestem, że chcę, żeby się jeszcze domyślili (hahaha tak, dokładnie jestem z tych kobiet co między innymi chcą, żeby się domyślono o co im chodzi :)) Z wyborem włóczki nie będę się spieszyć, musi mnie coś tradycyjnie "chwycić za gardło (ostatnio wpatruję się w Cascade Venezia).

Karino – Majka też nieraz przydzwoniła mi jakimś twardym przedmiotem, trzeba się trenować w unikach, nie ma wyjścia.

Antosiu – no właściwie to przecież też tak, jakbym sama sobie zamówiła. Niespodzianki nie ma, muszę sobie wyszukać, wybrać no i środki idą z włąsnego konta :)

Lauro – żeby choinka była odpowiednio mało kolorowa musiałam odklikać każdy inny kolor bombki, a później kazdy inny kolor lampki a na koniec każdy inny kolor girlandy :)

Z ostatniej chwili – cymbałki dotarły i mają subtelny dźwięk w porównaniu z samochodzikiem, który Majce sprezentuje babcia. Samochodzik gra na wszelkie sposoby, po dotknięciu gdzie bądź i nie wiadomo czy da się go wyciszyć. Oj, to będzie wesoła Wigilia…

środa, 17 grudnia 2008

Ni z tego ni z owego

W tym roku nie będę miała prezentu pod choinką. Z własnej winy zresztą, bo nie mogę się zdecydować. Chciałam jakąś “wypaśną” włóczkę ale tego tyle, że oglądam, głowa mnie coraz bardziej boli a nawet gdybym się zdecydowała to poczta już się nie wyrobi. Szkoda ogromna, bo dobrze mieć jakieś niespodziankowe zawiniątko pod choinką :(

Zrekompensuję sobie opóźnienie obserwowaniem pierwszej świadomej reakcji Pszczoły na prezent, jaki jej sprawiliśmy (oby nas od tego głowa nie bolała). Pszczoła czytać nie umie (a jeśli umie to guzik włączający komputer za wysoko dla niej) więc mogę powiedzieć publicznie, że dostanie cymbałki. Cymbałki są specjalnie dla dzieci w jej wieku – nic się tutaj nie da oderwać, połknąć czy też wchłonąć. Zamiast pałeczki spory plastikowy młotek, który jej się pewnie najbardziej spodoba. Cymbałki nie mają przycisku wyłączającego dźwięk (dla rodziców taki przycisk to rzecz bezcenna) ale Pszczoła jeszcze pamiętliwa nie jest – w razie nadmiaru decybeli zabierze się, da jakiś cichy zamiennik i krzyku nie będzie.

Skoro przy Pszczole jesteśmy – Brahdelt ja myślałam o dziewczynkach większych od mojej Pszczoły:) Ona w takim wieku, że sama by lalę wyciamkała a w psy co najwyżej by nią rzuciła (a nikt nie rozumie, dlaczego to nie Majka psów, a psy Majki się boją). Chociaż cena pewnie niejedną mamę by przystopowała – w końcu podobno dzieci szybciej się nudzą nabytkami od nas ;)

Niespodziewanie dla samej siebie niemal zakończyłam Darcy’ego. Tak mi się jakoś nieuciążliwie dziergało, tak mimochodem, że nawet nie zdążyłam się nim znudzić. A to sobie leciał w tle szala celtyckiego, a to był odskocznią od Ramblinga. Gdzieś tam sobie leżakował w oczekiwaniu na swoje pięć minut, no i zaskoczył mnie – po prostu się skończył :) Teraz bierze kąpiel, później będę go wyduszać i przyszpilać. Po wyschnięciu zabiorę się za zszywanie i wykończeniówkę. Na mnie i tak nie zobaczycie go przed sobotą (no chyba, że na manekinie i bez guzików).  I chciałabym go już mieć zszytego i się boję – jak znam życie wyjdą jakieś niespodzianki;) To taki dziwaczny żakiet z kusym przodem „ledwo zakrywającym pępek” – pojęcia nie mam jak to będzie na mnie leżeć (_nie_ marudzę tylko sobie wydziwiam).

Jednak zblokowałam Darcy’ego. Wygląda tragicznie na tym żółtym tle :)

P1230263-1Peplum blokuję w ciemno, nigdy czegoś takiego nie robiłam, nie mam wiec pojęcia czy wyjdzie ogoniaste czy nie. Nie wiem jak Wy, ale ja nienawidzę pierwszej przymiarki – tyle się może wtedy okazać :)

Święta tuż tuż - pozwalam sobie zatem przesadzić z gadżetami – dorzuciłam już śnieg (gdzieś w końcu musi padać), poważnie zastanawiam się nad choinką (duża jest, jeszcze się z nią oswajam).

Violu – ile razy tylko będziesz miala ochotę to wpadaj i choruj ile dusza zapragnie :)

Fanaberio – intuicyjnie łapię o co chodzi ale w razie kłopotów zwrócę się do Ciebie o pomoc bo tego jeszszcze nigdy  nie robiłam. (próbowałam dzisiaj komentować Twojego posta, ale cos się wysypywało przy zapisie – nic straconego, komentarz sobie zapisałam  i wrzucę kiedy tylko się da). Jak napisałaś o tej tyrolskiej kamizelce też zaczęło mi się kojarzyć :)

Herbatko – do Dziergoholików zapiszemy Cię dopiero wtedy, kiedy nie będziesz miała czasu na dzierganie a dziergać będziesz i tak ;)

Ciągle zapominam o tym napisać – wiecie, że na imprezie rodzinnej NIKT nie zauważył szala? Następnym razem nie biorę Pszczoły ;)

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Trochę tego i owego :)

Dziękuję pięknie za każde dobre słowo na temat mojego Ramblinga, nie będę już na niego marudzić (chociaż coś tam na końcu języka jeszcze mam ;)) Już mi się podoba, zamierzam nawet go nosić :) Dziękuję za rady dotyczące dziurek. Spróbuję je delikatnie podszyć – nie zaszkodzi im to na pewno, bo w ogóle nie są obrobione więc każda nitka obok lata sobie jak chce. Guziki też mi się podobają – jeżeli znajdę coś idealnego do Ramblinga na pewno wykorzystam je gdzie indziej, jeśli nie –pozostaną na nim bo są bardzo sympatyczne. Kolejne Ramblingi zamierzam wykonać w mniej zgaszonych kolorach, chociaż w tej chwili nie mam jeszcze pomysłu, jakie to kolory będą :)

Jeszcze małe sprostowanie odnośnie mojego rzekomego perfekcjonizmu – nic bardziej błednego! W moich robótkach jest wiele niepoukrywanych nitek, są błędy, których nie chce mi się poprawiać (wmawiam sobie, że to nieodłączny element ręcznie robionej robótki – w końcu za taką unikalność się dopłaca prawda? ;)). Wszystko co odbieracie jako samokrytykę, jest próbą rzetelnego opisania za i przeciw. Głownie po to, żeby kolejna dziergająca osoba nie miała podobnych problemów. Jeśli zaś nie potrafię dobrze wyrazić “za” no to muszę posypać głowę popiołem :) Już więcej się nie tłumaczę ;)

Dawno wyszedł ostatni numer Interweave Knits? Ja zarejestrowałam jego istnienie dopiero dzisiaj – świeża dostawa modeli w poniedziałek rano bezcenna. Oto moje typy:

Manchester-Jacket-2 Washington-Square-Vest-2 Victoria-Yoke-Pullover-2 Blooming-Cardigan-2

Koniecznie muszę mieć pierwszy, być może drugi. Trzeci i czwarty podobają mi się, ale nie są już tak odkrywcze (gdzieś mam zachomikowany mgiełkowy sweterek w stylu modelu trzeciego, ale z długim rękawem). Co do pierwszego modelu – od razu wiedziałam jaka włóczka do niego pasuje. Niestety jest za gruba. A szkoda bo spójrzcie – niemal idealna:

1_07cd131c5ce6

W świeżym (w moich łapkach numerze) ВВХ 01 2009 przykuło moją uwagę ponczo na okładce:

00

W środku nic nie chwyciło mnie za gardło. Niewiele serwowanych nam ostatnio modeli chwyta mnie za gardło, wczoraj kolejny raz rozczarowałam się w empiku – pewnie to wina mody na obszerne swetrzyska.

Przy okazji wrzucę jeszcze dwie pozycje z Kartopu 2008 – mam je na oku już jakiś czas, ale “jakoś się nie złożyło”:

Lekka wariacja na temat Rambling Rose, oraz pewnego modelu z Runaway Knits (po prawej dla porównania model z Runaway Knits):

Cartopu 2008 000runway_68 

I słodziutka kamizelka, która mi się podoba – a jeżeli jej nie zrobię to tylko dlatego, że powątpiewam, czy to mój styl:

Cartopu 2008 034Modele Kartopu mają dosyć skąpe opisy ( i do tego po turecku?), ale z pomocą Rambling Rose na pewno dałoby się coś wykombinować. Jeśli chodzi o kamizelkę, obiło mi się gdzieś o oczy rosyjskie tłumaczenie (kolejny raz dziękuję oświacie za lata języka rosyjskiego :)

Od dwóch postów obiecuję zdradzić rewelacyjną metodę prostowania włóczki Mao – mało pisania, bo jej innowacja jest prosta, ale genialna. Mao nie przewija włóczek w precle tylko wrzuca nad parę kłębek. Pozostawia go tam chwil w spokoju  parę aby przesiąkł parą, a następnie przewija włóczkę na drugi kłębek (cały czas pozostawiając pomięty kłębek nad parą. Czyli niemal to samo, ale jednak różnica istotna w nakładzie pracy – włóczka  dodatkowo zostaje naciągnięta na nowym kłębku. Na mojej, maszynowo pofalowanej, włóczce sprawdziło sie rewelacyjnie. Nie testowałam na puchatych włóczkach. Zastanawiam się, czy nie stracą one swojej puchatości – Mao twierdzi, że nie miała z tym problemu, jeśli stracą, to odzyskują ją później na robótce (jeśli przekręciłam proszę o sprostowanie). Przewijanie włóczki z garnka na kłębek ma duże znaczenie społeczne – z własnych obserwacji widzę, że sprzyja koncentrowaniu sie życia rodzinnego w kuchni (psy leżakują pod nogami, ciotki przy herbatce nadają wieści “ze świata”, Pszczoła chodzi w te i we wte pod nitką z gara, Marcin trzyma szelki) – bardzo przyjemna sprawa :).

Uparta włóczka po rozprostowaniu wygląda tak (na niższym zdjęciu górna nitka to ta uparta włóczka, dolna to bawełna, którą rozprostowałam przy okazji):

P1230216 P1230202 

Teraz o pokusach. Wchodzę sobie w sobotę do pasmanterii w poszukiwaniu guzików i od progu wołam, ze absolutnie nie mogę kupić włóczki w tym roku – tylko guziki. Sprzedawczyni na to uśmiechnęła się chytrze i dalej wodzić mnie na pokuszenie. Uderzyła celnie i skutecznie – przytargała mi “Swetry” ze śliwkowym cudeńkiem Zdzid a do tego śliwkową Oliwię, której brakło mi w Inter-Foxie. Opierałam się, ale czyż można się opierać jak dwie osoby namawiają? Zawsze słucham Marcina, kiedy radzi kupić włóczkę.

Po południu przyszła siostra i już w drzwiach zapowiada, że niesie prezent. Byłam pewna, że listonosz znowu do nich zabłądził  - a nóż przyniósł mojego Secret Pala? ;)

Jednak nie – siostra przytargała mi śliwkową Liwię, z której rok temu robiła zakładany sweterek (wyszedł o wiele za duży bo sweterek miał być z _O_liwii). Długo chomikowała tę włóczkę, w końcu stwierdziła że i tak z niej nic nie zrobi.  Oto obie włóczki:

P1230220

Po lewej Liwia, po prawej Oliwia. Z Liwii robiłam już kiedyś Ruffled Edge Cardigan, oraz czekoladowe wdzianko. Nie dam głowy za to, czy się nie zmechaci przy intensywniejszym noszeniu, ale czy ja noszę intensywnie swoje swetry? Nie gryzie i jest miła w dotyku, Zdecydowane mniej “akrylowa” od Oliwii. No a Oliwia ma boski kolor – wiadomo :)

Po raz kolejny zostałam zaszczycona wytypowaniem do Uber Amazing Blog oraz zdradzenia 7 nieznanych faktów. Wspominam o tym by wyrazić radość z faktu, że o mnie pamiętacie oraz że moja pisanina nadaje się do czytania. Każda taka nominacja to ogromna przyjemność – nie gniewajcie się jednak proszę, że nie będę się już powtarzać – bardzo, bardzo dziękuje :)

Co jeszcze? A tak- Darcy. Marcin z moją siostrą, Martą uśmiali się ze mnie setnie kiedy dwa dni pod rząd rzucałam nagle w połowie rozmowy na kompletnie inny temat “Już jeden dzień nie dziergałam”,  ”Już dwa dni nie dziergałam”. Podobno byłby to niezły tekst na spotkania Anonimowych Dziergoholików “Mam na imię Kasia i nie dziergałam już cały weekend”. Byłby, ale wyłamałam się wieczorem i niemal, niemal skończyłam tył. Brakuje mi dosłownie 4 – 5 rzędów ale muszę się poważnie zastanowić nad tym co wyczytałam i czego nie rozumiem :) Jak tylko przebrnę przez te problematyczne 4 rzędy, dokończę jeden przód i zostanie mi już tylko drugi przód plus oczywiście wykończeniówka, odpowiednia porcja desperacji, szukanie guzików, pomstowanie czyli wszystkie elementy, których nie może zabraknąć przed porządnym finałem :) Jeśli dobrze pójdzie – prezentacja na ciele może odbyć się już za tydzień, albowiem w pobliżu pasmanterii będę w sobotę.

sobota, 13 grudnia 2008

Rambling Rose

Nie miałam szczęścia z guzikami, oj nie. “Na mieście” są dwie pasmanterie – w obu tłok. W obu nic nie chwyciło mnie za serce. Szukałam czegoś delikatnego w kolorze starego srebra (nie całkiem starego ale i nie nowego, żeby nie błyszczało zbyt mocno). Najlepiej ażurowego. Prawda, że za dużo warunków? Skazałam się od razu na niepowodzenie. Dwa typy odpadły, bo nie mieli 7-miu sztuk. W końcu wzięłam “skobelki” w kolorze starej miedzi. Pasują, chociaż za bardzo zlewają się z całością – tymczasem jednak mogą być. Przyszyłam i okazało się, ze guziki ciągle się odpinają :/ Może obszydełkowanie dziurek coś da, ale zacznę kombinować jeśli nie trafię w najbliższym czasie na coś idealnego.

Pogoda też nie najciekawsza – od rana zmierzch. Kiedy irytowałam się z powodu guzików wyskakujących z dziurek niespodziewanie zaświeciło słońce. Polecieliśmy szybko robić sesję (o tej porze roku człowiek nie wie jaka pogoda będzie za chwilę).

Pomarudzę dobrze? Fryzurę mam nie tę, zestaw około sweterkowy tradycyjnie-zwyczajny, ale nie było czasu kombinować. Zresztą nadal nie znalazłam dobrego “żywego” zestawienia do tego koloru. Ubolewam nad tym ale nie mam psychiki, żeby czekać z prezentacją do lepszych czasów (Herbatko zawsze Cię za to podziwiałam).

P1230099-1 P1230105 P1230077 P1230096

Szwu pod pachami jeszcze nie poprawiłam, a kto sie dobrze przyjrzy zobaczy guzik  wyskakujący z dziurki ;)

Na Ramblinga zużyłam 6 i trochę 7-mego motka Merino 2000. 6,5 motka wyszło mi na pełną wersję pod samą szyję. Sweterek z tej włóczki jest bardzo delikatny. Wełna 100% a nie czuję tego zupełnie. Jest bardzo elastyczny, pięknie się dopasowuje.

I wiecie co? Jak tylko trafię na dobre guziki to bedę z tego sweterka bardzo zadowolona :) Na pewno zrobię sobie co najmniej jeszcze jedną wersję – tak jak się wygrażałam wcześniej – letnią z bawełny w zywszym kolorze oraz sweterkową. W obu zrobię taki sam dekolt bo ten wyższy zdecydowanie mi nie podchodzi.

Dzisiaj tylko tyle. Ekspresowo bo w weekendy w domu zamieszanie i trudno zebrać myśli. Kolejnym razem napiszę w końcu o rewelacyjnej metodzie Mao na prostowanie opornej włóczki. Oraz o niespodziewanych prezentach włóczkowych od rodziny. Jak również o pokusach i mojej na nie nieodporności.

Ps. Kończę plecy Darcy’ego :)

piątek, 12 grudnia 2008

Podwójne urodziny

Wczoraj w godzinach wieczornych (chyba) wykluł się w końcu smoczek :) Mimo moich obaw (że wyniósł się cichaczem wcześniej) jest cały i zdrowy. Pierwszą, która go dostrzegła była ciocia Qrka :) Qrko gdyby nie Ty nie wiedziałabym do dziś :) Duży cmok dla Ciebie! Dziękuję wszystkim, którzy kliknęli – niby gadżet ale strasznie byłam ciekawa co z tego wyjdzie :)

Nie do końca rozumiem co oni tam piszą o tych smokach, ale (tu uwaga głownie o Laury) nie należy rzucać mu owiec tylko zdaje się klikać dalej, żeby wyrósł na dorosłego smoka. Jeśli się nie mylę może później nawet mieć własne potomstwo (tylko skąd ja mam wiedzieć czy to chłopiec czy dziewczynka?).

Chyba udało mi się w końcu zakończyć sprawę z Ramblingiem. Napisałam “chyba” bo nie jest to dokładnie to o co mi chodziło. Ponieważ jednak nie wiem do teraz o co mi naprawdę chodziło a jestem zmęczona wieloma poprawkami – dam sobie spokój bo sweterek wygląda dobrze. Zapowiadał sie cudownie a wygląda dobrze :/

Nie marudzę, tylko piszę dokładnie to co myślę :) Zaczęło sie od tego, że po zrobieniu wszystkiego zgodnie z opisem z tyłu (przy karku) robił się lekki garb  - albo sweter wyszedł za długi w tym miejscu, albo nie dla mnie ten fason. Wspominałam niedawno, że taki wysoko zabudowany przypomina mi kombinezon płetwonurka (a może raczej lotnika? oni chyba mają takie rurki z tyłu). Akurat dziewczyna, której sweterek najbardziej mi się podobał, nie pokazała tyłu, więc nie wiadomo jak to rozwiązała. Ja postanowiłam wczoraj spruć część, żeby powiększyć dekolt – ubyło około 20 rzędów.

Później nabiedziłam się z wymyślaniem jakiejś lekkiej plisy do obróbki swetra. Nie znalazłam niczego co by mi pasowało. W końcu zrobiłam taką plisę jaka była w opisie – nadal nie to. Przypomniała mi się Maranta i jej Manon – gdzie nie możesz drutkiem zabierz się szydełkiem! Znowu na pomoc przyszły mi oczka rakowe – po obrębieniu nimi całej plisy sweter w końcu wygląda na wykończony. Jeszcze mi świta, że mogłyby nieźle wyglądać same oczka rakowe bez ściągacza przy dekolcie ale naprawdę nie mam już siły pruć tego wszystkiego kolejny raz.

Rambling wyglądał na prosty w wykonaniu. Robiło się go piorunem z wyjątkową przyjemnością. Wzór łatwy do zapamiętania, różnorodny. “Lekko, łatwo i przyjemnie” zakończyło się jednak na etapie pach. Później wzór postawił przede mną wiele nowych wyzwań, z których nie do końca dobrze się wywiązałam.

Po pierwsze rzędy skrócone – robiłam je na oczkach prawych, robiłam je na ryżu – wyglądało to dobrze. Na oczkach lewych za diabła nie umiem tego zrobić w sposób niewidoczny. W aktualnej wersji sweterka jest tych rzędów niewiele więc tego za bardzo nie widać.

Po drugie szwy – opanowałam przy tym sweterku ścieg materacowy na oczkach lewych. Niestety nie opanowałam ściegu materacowego na oczkach lewych – robionego ani pionowo ani poziomu tylko po łuku – czyli pod pachami. Zarówno na tułowiu jak i rękawach robi się wcięcia, które pozostają do zszycia (takie dziury pod pachami) mimo że od pach sweter przerabia się bezszwowo. Próbowałam do tej pory zszyć je dwa razy – i nie wygląda to tak jak powinno.

Po trzecie wykończenie – do teraz uważam, że sweter nie ma tej lekkości, na jaką zapowiadał się, kiedy pokazywałam go poprzednio na manekinie. Trudno by mi ją było zachować przy kardiganie – gdyby plisy były zbyt miękkie sweter rozchodziłby się na boki między guzikami. Przy wersji sweterkowej napewno daruję sobie ściągacz, żeby było tak lekko jak się da.

Jutro wybieram się “do miasta” w poszukiwaniu pasujących guzików dlatego dzisiaj pokażę tylko fotkę “artystyczną” czyli nie pokazującą zbyt wiele ;)

 P1230062 P1230058P1230064P1230060

Jak tak patrzę na tę fotkę, zdaje mi się, że srebrne guziczki były by ładne. Niestety kolor na zdjęciu jest kompletnie z sufitu wzięty – w rzeczywistości jest bardziej zgaszony (dokładnie taki jak na zdjęciu kłębka, które robiłam zaraz po kupieniu włóczki).

Darcy idzie do przodu. Zatrzymałam się z lewym przodem w okolicach biustu i zaczęłam tył (powinnam była zacząć od tyłu stąd ta zmiana). W tej chwili przedarłam się przez okolice peplum i wypłynęłam na spokojne aczkolwiek nieco nudne wody pleców. Znowu to miłe uczucie, że to będzie “coś”, że tym razem wyjdzie coś obłędnego. Nawet nie chcę myśleć do jakich uczuć dojdę na etapie, na jakim znajduję się aktualnie z Ramblingiem ;)