środa, 24 czerwca 2009

Pszczoła mnie dziabnęła

Nie ta osobista tylko dzika ;) Pszczoła albo osa, trudno powiedzieć bo najpierw strzepnęłam a później dopiero pomyślałam. Właściwie nie ma znaczenia co to było, bo nie wiem na które z nich mam uczulenie. Efekt dziabnięcia zwykle jest taki że puchnie mi pół ręki czy też nogi (w twarz jeszcze przyjemności nie miałam). Spokojnie – na pszczołę/osę nadepnęłam, więc druty dam radę trzymać :) Oczywiście w domu ani Altacetu ani Fenistilu tylko ocet. Obłożyłam sobie stopę i oczekuję pierwszych objawów.

Wszystko przez tę pogodę – od ponad tygodnia klimat iście podzwrotnikowy – leje i ciepło. Dzisiaj była krótka przerwa w opadach tośmy wyszły na światło dzienne. To samo zrobiły pszczoły (bądź osy ;) latało tego tałatajstwa mnóstwo – widać też chciały nadrobić stracony czas. Szczęście że na mnie trafiło a nie na Pszczołę. Tę osobistą.

Pozwoliłam sobie na chwilkę przerwy w dłubaniu Daisy (ta sznurkowata Sonata echh) . Mam plecy i dojechałam z jednym przodem do pachy. Podeszłam do tematu leniwie i beztrosko – żadnych notatek przy plecach w związku z czym mam rozjazdy z przodami. Obliczeniowo rzecz biorąc bo jak przykładam przód do tyłu to wszystko gra – to bardzo podejrzane. Widziałyście wersję Effci na Ravelry? Nic tylko walnąć drutkiem i przerzucić się na książki – ta kobieta wyciągnęła z Daisy wszystko co się dało :) I kolor piękny i kontrastowa nitka idealna i kwiatek boski ech…

Musiałam odpocząć i kupiłam w końcu opis skrzydełkowego wdzianka (zwanego Ms. Marigold). Fajny ten opis – taki dla leniwców :) Nie trzeba robić notatek, fajnie przyrasta, prosto się robi. Porównywalnie do Not-So-Shrunkena.

P1270322Robię go z Glorii Aniluxu. Czy któraś z Was miała już z nią poważniej do czynienia? Moją kupiłam wieki temu (czyli jakieś 4 lata wstecz) przy początkach szydełkowych (tak robiłam z niej na szydełku). No ale nie prałam więc nie wiem jaka jest. No i przeważnie nie nosiłam więc tym bardziej. A włóczka mnie intryguje. Bo jest milutka. Nie tak jak bawełna z akrylem ale zaskakująco miękka jak na 100% bawełny. Robótka naprawdę fajnie wygląda (robię na 3.5 mm chociaż pewnie inni wzięliby i 4mm) – jest mięsista i przemiła w dotyku. Kolor też cudny – z tych różów (róży?)  które uwielbiam. Zdaje mi się że to ten sam kolor co w Zamotanych. Oczywiście przez tę parę lat odcień mógł się “lekko” zmienić ;).

Liczyłam na to ze wykorzystam na wdzianko 2 motki które mi zalegały w zapasach. Marzenie ściętej głowy ;) Jestem na wysokości pach a zobaczcie na fotce ile mi jeszcze zostało :) Najwyżej z drugiego motka zrobię sobie jakieś bolerko.

Wszystko wskazuje na to że nie spocznę nim skrzydełek nie skończę – to robótka z rodzaju tych wciągających.

Zajrzyjcie na bloga Agnieszki – jest o nas wzmianka w prasie :)

czwartek, 18 czerwca 2009

Natchnienie przyszło :)

Wrzuciłam coś na druty :) Wrzucę więcej niż jedną rzecz ale na razie ta jedna jest nabardziej zaawansowana:

P1270310 Bystre oko od razu będzie wiedziało co to jest (zwłaszcza, że niektóre z nas też to dłubią) dlatego w tym poście jeszcze nie napiszę co to takiego.

Uśmiejecie się jednak (zwłaszcza Dagmara sie uśmieje) kiedy napiszę na jakich drutkach przerabiam Sonatę (tak to jest ta piękna żylno- czerwona sonata o które pisałam w poście o latających myszach , kolor nie wyszedł mi na ani jednym zdjęciu) – na 2,5 mm :) Wcale a wcale nie wychodzi zbroja :) Tym razem nie rzuciłam się na rozmiar SX tylko dłubię S-kę. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do najmniejszych rozmiarów że ciągle zapominam spojrzeć na cyferki w nawiasie. Sonatę przerabia się jak sznurek po tych wszystkich mięciutkich luksusach.

Nabyłam wczoraj opis wdzianka ze skrzydełkami u ramion i zamierzam je zrobić z różowej Glorii (próbka, prawie prawie pasuje). Być może napocznę ją w weekend.

Mam jeszcze na tapecie ciepły, zapinany sweter Kaleidoscope z Mexico ale tutaj tradycyjnie obliczenia mnie zawiodły – na oko wygląda na to że zmieszczę się, ale na czczo i z cienkim topikiem pod spodem ;) Dlaczego ten? bo szukałam czegoś robionego lewymi oczkami pod tę włóczkę a strasznie spodobała mi się wersja Natsuko. Co prawda jej sweterek jest zdecydowanie z cieńszej nitki ale nie można mieć wszystkiego.

Obiecywałam ciucholandowe fotki Pszczoły – bardzo proszę:

DSC00238 DSC00239

DSC00240

Przerzuca, podaje ciuchy i powtarza : ładne? ładne?

Na koniec coś dla miłośniczek kina (i kosmetyków;)) – filmik zrealizowany niczym dobry zwiastun kina akcji – koniecznie oglądać z dźwiękiem!

Ps. Miałam o tym nie pisać, ale ostatnia przesyłka z pędzlami (naocznymi) wysłana została w sobotę a dotarła do mnie dzisiaj :) Prawie jak krajowa ;)

wtorek, 16 czerwca 2009

Daję znak życia

Nic się nie stało u mnie wszystko dobrze. Naprawdę :) Te z nas które miały okazję podziergać na pomniku Adasia miały na to dowód (obfotografowany co widać na fotkach min u Dagmary i Sprężyny – ja to ta chuda co dzierga szydełkiem białą płachtę ;))

Nie piszę tak długo (wolę nie liczyć ile żeby się nie dobijać) bo naprawdę nie mam o czym. Na robótkowym polu martwo. Od przeglądania katalogów i forów głowa boli a nadal nie znalazłam nic co by  mnie pofatygowało do koszyczka z drutami. No przecież wiecie jaka to męka więc proszę mi współczuć i trzymać kciuki za rychła zmianę tego stanu rzeczy :)

Najwyraźniej rozpuściłam się jak ten bicz dziadowski bo nie podoba mi się nic co wydano ostatnio w gazetach (z niesmakiem znajduję kolejne powtórki z poprzednich sezonów). Zachód też się ostatnio nie popisuje – od dawna nie trafiłam na nic godnego uwagi. Nadszedł czas szydełkowych ażurów które u mnie w praktyce się nie sprawdzają – owszem dziergać lubię ale nosić nic a nic. Druciane topiki też mnie nie kręcą (zdecydowanie bardziej sprawdzają się u mnie trykoty) a do grubaśnych włóczek pogoda nie nastraja ;)

Jedyna rzecz którą w międzyczasie skończyłam to wieloletni trup szydełkowy – ananasowa bluzka którą prawie wszyscy mają i którą kiedyś też już robiłam tylko dla siebie (a wyszło coś dla kogoś jeszcze chudszego). Białą wersję obiecałam kiedyś cioci i wszystko wskazuje na to że tego sezonu ciocia w końcu będzie miała okazję ją założyć (a ja uszczuplę zapasy Camilli które od dawna zalegały mi szuflady).

Ostatnio częściej myślę o wdzianku ze skrzydełkami u ramion. Mam w domu ze dwa motki Glorii i jeśli się nada to się do niego przymierzę.

Wpadło mi też w oko takie coś:

 

wright_lg

Szperałam pod kątem kidsilka ale nie do końca jeszcze jestem przekonana. Niemniej rzecz warta uwagi (mimo że brak podkreślonej talii;).

Kto lubi letnie topiki dziergać i później je nosić może wydziergać sobie taką słodką rzecz:

1218453185_47762604deWzór jest darmowy, to wykonanie i fotka należą do Lingy – jednej z dziewczyn na Ravelry którą namiętnie podglądam. Właśnie sobie uświadomiłam że chyba z tej włóczki usiłuję bezskutecznie zrobić Lotosa więc może jednak się skuszę? ;)

Spójrzcie na tę  słodziutką rzecz:

3553398555_50fee36f40

Zdjęcie jak z żurnala, nawet lepsze. I jest to zdecydowanie dla mnie najlepsze wykonanie wdzianka z Phildara (z tych które widziałam) – wykonanie Olesya (na Ravelry) a model: Bolero #471-T6-713 z numeru Phildar № 471 Maille Crochet, Été/Summer 2007 (do dzisiaj nie wiem jak oni to numerują ale zakładam że czytają mnie osoby mądrzejsze ode mnie :))

Gdybym miała cień szansy, że będę nosić szydełkową sukienkę zrobiłabym to (przyznaję, że zaraziłam się tą sukienką na spędzie w Krakowie :))

No i jeszcze jeden topik który mam na oku od wieków – najlepsza wersja na Ravelry to wersja SavannaLight/ Olochka.  Fotki są dostępne tylko na Ravelry – nie jestem w stanie wstawić ich tutaj z odnośnikiem do oryginału :(

Owszem, nadal siedzę na wizażu ale powoli odzyskuję spokój ducha. Znalazłam swoje kolory, otrząsnęłam się z odkrycia innych firm mineralnych, dałam sobie radę z jednowieczorową chętką ukręcenia cudownego serum.  Mam tyle ile jestem w stanie używać na codzień uspokoiłam się i wystarcza mi świadomość że raz na jakiś czas dorzucę sobie do aktualnego zbioru drobiazg (czy dwa) – więcej nie ma sensu. Nie jestem osobą która będzie miała cierpliwość poświęcić na makijaż więcej czasu (zwłaszcza postawiona przed wyborem – makijaż czy 10 minut snu więcej). W czasie swojej “ciszy medialnej” dokonałam jeszcze zamówienia ale nie wspominałam tu o tym bo mam wrażenie że nie jest to temat dla Was zajmujący.

No tak, zaczęłam buszować po ciucholoandach. Jednym właściwie. To objawienie – mama wskazała mi ciucholand gdzie szuka się przyjemnie, szuka się z efektem. Potrafię wyszperać nawet cuda dla mamy i siostry (tu się dowartościowuję bo nie sądziłam że w ogóle cokolwiek potrafię wyszperać). Największą przyjemność sprawia mi buszowanie w boksach dla dzieci. Naprawdę są tam cudeńka .Zdarza się kupować coś za małego bo a nóż widelec się przyda (musiałaby się zdarzyć dziewczynka bo odbija mi w stronę róży zdecydowanie). Nie wiem kiedy Majka obchodzi te wszystkie sukienki i inne ciuszki.

No i mnie na szczęście czasem też coś do koszyczka wpadnie, ale to już zdecydowanie rzadziej :)

Wypady z mamą co ciucholandów (plus rynek, karmienie gołębi, zapiekanka, market, etc) dodatkowo urozmaicają nasze monotonne “na codzień” i oswajają Pszczołę z otoczeniem liczniejszym niż Pszczoła, Rodzice i Dziadkowie. Liczę na to że w czasie tegorocznego urlopu Marcina będziemy częściej zabierać małą między ludzi.

Na koniec ostatnia niedziela – czyste szaleństwo jeżeli chodzi o mnie – wyrwałam się po 3 latach sama na całą niedzielę :) Nie żałuję i mam ochotę na więcej. Więcej dziergania i gadania niż tego całego zamieszania około spotkaniowego (głównie o transport mi chodzi). Strasznie szybko przeleciał ten czas, ledwośmy się zdążyły spotkać już trzeba było lecieć. Myślę, że nie można czekać do następnego roku. Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy spotykały się częściej :)

No tak,  nie muszę mieć nic do pisania żeby natłuc tekstu ponad miarę ;) Minus taki, że klepię w klawiaturę zamiast wziąć się za dzierganie ;)

Do przeczytania zatem :)

wtorek, 26 maja 2009

Rekordowe gadulstwo nie na temat

Bo jeszcze o minerałach będzie.

Mawiamy sobie z Marcinem, że kiedyś mężowie wszystkich żon wodzonych przeze mnie na pokuszenie zrzucą się na jakiegoś skutecznego snajpera ;) Póki jednak tegonie uczynią zamieszczę jeszcze słów kilka na ten temat.

Jest ku temu okazja albowiem wczoraj w końcu doczekałam się na moją przesyłkę z Everyday Minerals. Wyglądałam jej nerwowo od początku zeszłego tygodnia. Pod koniec było nawet dramatycznie bo awizo wylądowało w skrzynce u rodziców. Wiedziałam że przesyłka jest ale musiałam czekać kolejny dzień. Następnego dnia (piątek) wystrzeliłam z samego rana na pocztę i okazało się, że to nie paczka tylko polecony – do tego z urzędu celnego. Byłam ogromnie rozczarowana, już nawet nie tak bardzo tym, że będę musiała opłacić haracz żeby przesyłkę dostać (Vat bo z cła ponoć kosmetyki są zwolnione) ale że formalności potrwają kolejny tydzień  - bo nadawca źle paczkę opisał (nadawca zawsze pisze chyba że to sample a im wartość nie pasowała) bo trzeba wysłać im rachunek bo oni dopiero wtedy naliczą Vat i wyślą. Byłam na dnie czarnej rozpaczy ale dzisiaj rano Marcin pojechał do Urzędu Celnego i okazało się, że całość na szczęście udało się załatwić od ręki. Poczta i cło były drzwi w drzwi tak że wystarczyło (łatwo powiedzieć) odczekać jeszcze “tylko” do powrotu Marcina żeby dorwać paczuszkę.

Paczuszkę ze słoiczkami i pędzelkami bo chociaż psim swędem zamówiłam pędzle na 2 godziny przez wyczerpaniem zasobów  i drżałam czy będą w paczce – to były wszystkie :)

Zamierzam teraz rozpisać się na temat zawartości więc uprzedzam, że o robótkach już do końca postu nic nie napiszę.

Już jakiś czas miziam się tymi proszkami (cały czas próbkami które zamówiłam ponad miesiąc temu) i jestem z nich zadowolona. Nie rozróżniam co prawda odcieni podkładów (w słoiczku owszem na twarzy nie bardzo) nie widzę różnicy między formułami (nawet między tą najlżejszą a najbardziej kryjącą) ale ze wszystkich próbek jestem tak samozadowolona. Nie czuję ich na twarzy, czasem zastanawiam się czy w ogóle makijaż widać, ale kiedy oglądam buzię rano w lustrze to różnica jest zasadnicza.

Kwestia matowania – ja po jakimś czasie się świecę w tradycyjnych miejscach. Świecę się w tych miejscach i bez makijażu. Profesjonalistki zapewne stosują na to jakieś bazy albo bibułki matujące – ja przykładam w świecącym miejscu chusteczkę (pewnie barbarzyńska metoda) i problem z głowy.

Kwestia ukrywanie – na pewno wiem, że korektor intensive (ja mam medium bo on ma różne odcienie) na pewno ładnie ujednolica mi spieczony nos, kryje sporo przebarwień na policzkach i łagodzi plamy od słońca.

Na pewno wiem, że korektor Anussie Perk Me Up działa ładnie jak rozjaśniacz pod oczy. Niedawno się nim pomaziałam i Marcin potwierdził że efekt taki sam jak po specyfiku Estee Lauder którą mi pokazywano w perfumerii.

Miętowy korektor będę jeszcze testować, ale po pierwszym teście widzę, że popękane naczynka widać z znacznie mniej (jak zerknę z bliska w lusterko to je widzę ale nie wiem czy nie mam za dużych wymagań i za dużych naczynek ;))

Czy puder na to wszystko potrzebny (tego pudru ryżowego który zamówiłam można uzywać też jako “Primer” – czyli przed podkładem i później jeszcze lekko na) – nie wiem. Ja daję odrobinę bo dodatkowo matuje i chyba ma utrwalać makijaż ale jako zielony szczypion makijażowy nie dostrzegłam różnicy. Myślę, że miziam się nim bo to zawsze kilka pieszczot pędzlem więcej ;) Zastrzegam że nie zamówiłam w końcu pudru Kaolinowego który ma szczególne zdolności absorbowania sebum (pomyślałam że skoro wysusza to i prowokuje skórę do większego wydzielania).

Róże – używałam sporadycznie bez doświadczenia, dlatego ostrożnie z nimi postępuję (pewnie długo jeszcze pojadę na tych próbkach które mam). Od czasu pierwszego zamówienia w Everyday Minerals mam lekkiego kręćka na ich punkcie. Nieodmiennie jednak, jakiego różu bym nie użyła (fakt że kręcę się mniej więcej w tej samej kolorystyce) Marcin wyrokuje, że mam normalny naturalny rumieniec.

Cienie – w dzisiejszej paczce przyszedł do mnie zestaw wiosenny. Bardzo eksperymentalnie zamówiłam bo jest tam zieleń (bardzo delikatna), żółć (jeszcze delikatniejsza) i w zasadzie biel jako rozjaśnienie pod brew – wszystkie lekko połyskujące i delikatne. Na cienie najtrudniej mi się zdecydować bo uważam, że we wszystkich wyglądam źle ale tym daję szansę – wyglądają delikatnie i świeżo. Jeszcze się do tej zieleni przyzwyczajam ale myślę, ze będę nosić. Mimo wcześniejszej niechęci ( do brązów) zainwestuję chyba w przyszłości w jakiś codzienny zestaw neutralnych beży i brązów (akurat jest taki gotowiec w nowościach więc byłoby najłatwiej)

Pudry – mam dwa ryżowe, jeden w kolorze Sunlight, jeden lekko brązujący (nie testowałam) oba transparentne, drugi podobno nie brązuje tylko nadaje lekki ocień więc ryzyka nie ma.

Pędzle – miałam do tej pory do porównania kilkunastoletni pędzel kupiony dlatego, że miał ładny seledynowy kolor więc specjalnie wybredna nie jestem ale i tak się wypowiem :)

Poniżej zebrana przeze mnie kolekcja pędzli (2 kupione pojedynczo przy poprzednich darmowych próbkach (tego cło nie łapie) – od lewej Skunkless Fotptic Brush, Flat Top, Long Handled Kabuki, Angled Brush (do rożu), Eye Kabuki i pędzel do cieni (dorzucany do kompletu wiosennego z różami i cieniami):

P1270052

Long Handled Kabuki – wydaje mi się, że to niezbędne minimum. Wyczytałam, że można nakładać nim i puder i podkład i róż -  tak sobie radziłam do tej pory i było miło.  Mięciutki tak bardzo, że przez niego miziam się dłużej niż powinnam.

Flat Top – zaliczyłam jedno nakładanie podkładu tym pędzlem i chyba rzeczywiście kryje mocniej od Long Handled Kabuki (zgodnie z informacją na wizażu). Bardziej zwarty od Long Handled Kabuki, przez to nie taki milusi ale świetny do stemplowania twarzy przed rozcieraniem (że tak trzeba dowiedziałam się z filmów na youtube).

Eye Kabuki – świetny do nakładania cienia na całą powiekę oraz do korektorów (ja nie mam punktowych problemów tylko większe więc nie potrzebuję super precyzyjnych pędzelków) – lubię bo bardzo bo wiem że nie będę miała czasu ani cierpliwości do częstego robienia jakiegoś skomplikowanego makijażu oka (jeśli się tego nauczę w końcu z pomocą filmów na youtube). Najczęściej zapewne machnę tym pędzlem po całej powiece i tyle.

Pędzelek do cieni, który dostałam dzisiaj (jako załącznik do kompletu cieni wiosennych) – nigdy nie miałam więc nie mam porównania. Dosyć twardy i zwarty, pewnie dlatego piszą że precyzyjny i można nim nawet kreskę zrobić)

Pędzel do różu  (Angled Brush)– wzięłam do róży delikatniejszych, do mocniejszych wzięłam Skunkless Foptic Brush który budzi ponoć kontrowersje (na tyle, że jego cenę obniżono o połowę) ale ja nie mam uprzedzeń – jest najdelikatniejszy (ma rzadszy włos) – nakładać śladowe ilości proszku dzięki temu można bez ryzyka kłaść nim ciemniejsze róże (przetestowałam). Można też skunksem nakładać podkład i puder jesli chcemy nałożyć minimalną ilość na twarz. To największy pędzel z kolekcji i najdłuższym włosiu na co dziewczyny też marudzą – dla mnie to najmilejszy w dotylu pędzel i to że duży wcale mi nie przeszkadza. Myślę, że przez niego będę dłużej siedzieć rano przy lustrze ;)

Z powodu skunksika pominęłam opis zwykłego pędzla do różu – jest tak samo miękki jak Long Handled Kabuki, jest skośny (dlaczego taki ma być jeszcze nie wiem) nakłada się nim dobrze róż ale wiele więcej nie napiszę – za mało wiem, za mało używałam. Zresztą jak mogę się wypowiedzieć na temat rumieńców które nieodmiennie wychodzą naturalnie?

Aaa dorzucili mi jeszcze gratis ( taka akurat promocja była) balsam do ust (chyba marudzono na niego trochę na wizażu) o miętowo lawendowy. Zabawne uczucie – to taki balsam przy którym wdychając powietrze czujesz odświeżenie jak przy wdechu przy świeżo umytych zębach ;)

Tutaj pozostała część przesyłki (bez 4 pędzli) – proszę nie sugerować się kolorami, kto chce zobaczyć lepiej odwzorowane odsyłam do albumu wizażowego (odnośnik jest na pierwszej stronie wątku do któego podalam linka):

P1270058

Tutaj cała kolekcja łącznie z poprzednimi darmowymi próbkami (dwiema)  i cieniem do brwi – czwórkami w górnym rzędzie korektory za nimi 4 cienie, na końcu kwartet róży, dolna część kartki to podkłady i pudry:

P1270060Wychodzi na

Podsumowując – w życiu nie miałam takiego zestawu kosmetyków, że o pędzlach nie wspomnę. Nie licząc pędzli, podkładu i pudru wszystkie proszki to sample. W większości z darmowych próbek, częściowo dorzucane do zamówieni dodatkowo .Sampel kosztuje 2,5 dolara ale jest to spory sampel – uważam, że cienie do oczu spokojnie wystarczą mi w tym rozmiarze ( i pewnie ich nie zużyję). Podobnie zresztą z różami i większością korektorów – zużywać je będę długo. Może kiedyś, kiedy upodobam sobie jeden szczególnie, zdecyduję się na większy pojemnik – ale to w dalekiej przyszłości.

Co jakiś czas pojawia się na wizażu pogłoska jakoby darmowe sample miały zniknąć (darmowe to znaczy płaci się wyłącznie za wysyłkę). Nie trafiłam do tej pory na stronie EDM na takie ogłoszenie ale faktem jest że z początkiem lipca zapowiadane są pewne zmiany i zapewne niektóre z nich będą na naszą niekorzyść.

Jeśli ktoś będzie miał ochotę zabawić się z tymi proszkami odsyłam do wątku na wizażu – podałam linka do ostatniej części (są już trzy)

W pierwszym poście tego wątku jest naprawdę wszystko co należy wiedzieć o tych minerałach i o tym jak zamawiać próbki. Jest o i tym jak płacić. Informacje są obszerne i skierowane do laików więc nikt nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem. Są odsyłacze do filmów, są instruktaże obrazkowe – naprawdę dają tam wyczerpujące odpowiedzi na większość pytań.

Czas przesyłki jest zróżnicowany – w moim przypadku próbki szły do mnie 9 dni, jesli zaś chodzi o paczkę – podobnie chociaż trudno mi do końca określić ile bo swoje odleżała w celnym (polecony priorytet z celnego szedł 5 dni >:)) Może iść znacznie dłużej – do 25 dni.

Na najważniejsze pytanie – jaki kolor wybrać podam przepis najprostszy – zrobić sobie zdjęcie (nie musi być cała twarz wystarczy kawałek policzka i szyi w naturalnym świetle) i poprosić w tym wątku o pomoc w doborze podkładu, korektora i różu. Jeśli lokalny guru od doboru (nick Pastereczka) ma czas to bezbłędnie wytypuje nam kolory od których należy zacząć testy. Jeśli Pastereczki nie ma, na pewno pomoże ktoś inny. Można też oczywiście próbować samemu.

Jeszcze jedno – zdarzają się wypadki, że komuś kosmetyki tej firmy nie odpowiadają. Źle się w nich czuje, skóra źle na nie reaguje. Bywa, że trzeba poszukać w kosmetykach innych firm (tutaj jest pełna lista firm z zaznaczeniem kto wysyła próbki). Bywa też, że skóra musi się do tego kosmetyku przyzwyczaić – początkowo reaguje źle później wszystko wraca do normy, co więcej jej kondycja się poprawia. Fachowe wyjaśnienie zjawiska oczywiście na wizażu.

Warto wspomnieć, że istnieje też możliwość dołączenia się do zakupów zbiorowych – koszty wówczas dzielą się na kilka osób i są zdecydowanie niższe niż zamówienie indywidualne. O ile się orientuję nie zamawia się w ten sposób próbek darmowych (tylko jeden darmowy komplet może przypadać na jedno zamówienie). Zamówienia zbiorowe znajdują się w tym wątku.

Skoro przy kosztach jesteśmy – firm oferujących kosmetyki mineralne jest mnóstwo, ta wyróżnia się darmowymi próbkami (na razie) oraz bardzo ciekawą ofertą jeżeli chcemy kupić zestaw kosmetyków. Dowolnych 6 produktów w zestawie kosztuje 35 dolarów (może to być na przykład 6 pędzli po 10 dolarów każdy albo 6 pudrówpo 14 dolarów każdy), Dowolnych 12 produktów w zestawie kosztuje 50 dolarów (na tym zestawie bazują zamówienia zbiorowe o których przed chwilą pisałam). Zestawy za 50 dolarów mają zostać zlikwidowane albo uszczuplone bo żerują na nich sprzedawcy ebay (to oficjalne zeznanie EDM;)) Tak więc, jeśli potrzebujemy wyprawki w postaci pudru/pudrów, pędzla/pędzli, podkładu/podkładów i nazbiera nam się tego 6 sztuk to lepiej brać kita za 35 dolarów, jeśli mniej chcemy lepiej dołączyć się do zamówień zbiorowych.

Jeśli chodzi o Vat (bo z cła kosmetyki są zwolnione) – to kwestia szczęścia, nie wszystkie paczki są łapane (e tym roku łapanki są częstrze widać mamy większa dziure w budżecie), ale niektórzy mają pecha i dorzucają im Vat zawsze. Vat to 22 procent z kwoty – wartość paczki + przesyłka. Przy kwocie 64 dolarów naliczyli Vat + obsługę (taa za to też się płąci) 50 złotych – całość kosztowała mnie zatem jakies 250 złotych. Wydaje się , że dużo. Ale z drugiej strony za dobry podkład w sklepie płaci się ponad stówę i to lekko licząc a w paczce miałam 4 pędzle, 2 pełnowymiarowe pudry, jeden pełnowymiarowy podkład, 3 pełnowymiarowe cienie (cienie mają rozmiar sampla), sampel różu , sampel korektora no i oczywiście dorzuciłam sobie darmowe próbki podkładów (3 podklady, róż i korektor) – policzcie sobie ile by to kosztowało gdyby kupować osobno i gdyby kupować to u nas w sklepie.

UDATE: Znalazłam coś takiego odnośnie Vat. Czy dobrze rozumiem, że do 22 Euro Vatem nas nie obłożą?

Warto przed zamówieniem zaczekać na jakąś interesującą promocję (wyświetlane są w opcji Specials) czasem to zniżka, czasem coś dorzucają.

Do orientacji w temacie przydałoby się przebrnięcie przez wszystkie 3 części wątku który podałam na początku. Przyprawia to o ból głowy i nie jest wykonalne na jeden raz więc podaję linka do opinii wizażowych na temat wybranych produktów. Warto się z nimi zapoznać chociażby dlatego, żeby dowiedzieć się, że nie wszystkie pędzle Everyday Minerals nadają się do produktów prasowanych.

Nadubałam chyba rekordowo długi post ale mam wrażenie że nie o wszystkim jeszcze napisałam. Zainteresowanym polecam lekturę wizażu.

Ps. W zeszłym tygodniu zamówiłam próbki Lumiere :)

Ps 2. Trochę po łebkach potraktowałam ostatnio punkt o marzeniach a przecież mam takie całkiem konkretne :)

Znać Lao Jia Yi Lu  jak Chen Xiaowang (na filmie jest oczywiście malutki kawałek formy)

Być wokalistą Led Zeppelin, głównie o Kashmir mi chodzi :) 

Być wokalistą starego Marillion ;) a realniej (akurat) zaliczyć koncert starego Marillion :)

zatanczyc z Genem Kelly ;) A realniej umieć chociaż mikron tego co on potrafił ech…

Takich skromnych marzeń mam jeszcze parę ale akurat zebrały się cztery :)

Ps 3. (jeżeli ktoś tutaj jeszcze dobrnął) – nałożyłam dzisiaj makijaż rano oblatałam ciucholand (z Majką), targowisko, miasto w pełnym słóncu i po powrocie stwierdzam że lekko mi się nosek świeci (to ja go chusteczką). Cienie na oczach subtelne trzeba się przyjrzeć ale jednak widać że coś się przy nich majstrowało.

niedziela, 24 maja 2009

Łancuszek

No dobrze, zostałam ustrzelona przez Laurę, to dobra okazja , żeby dać znak życia. Żyję, ale od czasu clapotisa nie dotknęłam drutów. Nie potrafię znaleźć nic, co bym chciała wydziergać/co bym chciała wydziergać mając dodatkowo na to włóczkę. Przeglądanie w te i we wte Ravelry i zabiorów przyprawia mnie już o ból głowy postanowiłam zatem rzecz przeczekać. Może wena nie proszona sama przyjdzie i stuknie mnie mocno w głowę?

Otrzymałam w międzyczasie kilka miłych komentarzy od nowych (chyba) czytelników – bardzo za nie dziękuję, jestem pełna podziwu dla wszystkich którym chce się przekopywać przez archiwum ( osobiście nie mam zdrowia nawet do ponownego przeczytania aktualnego posta). Mam wyrzuty sumienia, że nic nie dziergam ale co na to poradzić. Wiem, że jak wezmę się za cokolwiek na pewno nie będę tego nosić.

Przejdźmy teraz do obowiązku :)

4 miejsca w których mieszkałam:

Jastrzębie Zdrój, Palowice i to by było na tyle;)

4 miejsca do których lubię wracać:

nad morze, najlepiej ciepłe chociaż za niepowtarzalnym klimatem naszego Bałtyku też tęsknię :)

do domu

4 ulubione potrawy:

nie jestem dobra w tej dziedzinie (tj jedzeniu) ale

fasolka po bretońsku

mielone

krokiety 

kilka sałatek robionych od święta

4 potrawy, których nie znoszę:

owoce morza

kopytka

mięsa podejrzane o chociażby gram tłuszczu a na te trzęsące się nawet patrzeć nie mogę

chyba galaretki z mięsem (nie miałam w ustach bo to podejrzewam)

4pasje,hobby:

dzierganie

gry (komputerowe i konsolowe)

książki

urządzanie wnętrz

4 miejsca, które zwiedziłabym, gdybym miała okazję:

Australia

Nowa Zelandia

Kazimierz nad Wisłą

półwysep Indochiński

4 seriale, programy, które lubię (tu mam przeciwnie do jedzenia, mogę wymieniać bez końca):

“Noce i dnie” , “Rodzina Połanieckich”, Chłopi”, “Lalka” i tym podobne,

“Lost” (po wielkiej niechęci wielkie zamiłowanie)

“07 zgłoś się”, “SOS” (ten ostatni uwielbiam ale  boje się oglądać )

“Dexter”

4 miejsca pracy:

od początku w jednej firmie informatyczne której nie  będę reklamować ;)

4 rzeczy, które chciałabyś zrobić, przeżyć:

generalnie chciałabym żyć intensywniej (niewiele trzeba żeby żyć intensywniej ode mnie) ale przeszkadza mi brak wyobraźni i lenistwo.

4 ulubione filmy (tak jak w przypadku seriali):

“Pociąg”, “Pingwin” (właśnie leci na Kino Polska!), “Niewinni Czarodzieje”, “Pamiętnik znaleziony w Saragossie” i wiele wiele innych tego rodzaju,

“Zapach zielonej papai”, “Schyłek lata”, “Chunking Express”, “Happy Together”, “Upadłe Anioły” – i wiele innych tego rodzaju,

Wiele filmów Felliniego, wiele filmów Bergmana, wiele filmów Kurosawy wiele filmów Allena wiele filmów innych reżyserów których nie uporządkuję podług ważności ( bo się nie da) ani nie zmieszczę w jednym poście (bo nie dam rady) – jesteśmy z Marcinem maniakami pod tym względem. Ile razy mam wymienić cierpię bo wiem że kogoś pominę chociaż go uwielbiam.

4 ulubionych wykonawców:

Jak wyżej, nie potrafię ograniczyć się do 4

Marillion, Dire Straits, Pink Floyd, Supertramp, Led Zeppelin

Gotan Project, Masiive Attack, Portishead

Bielizna, Abraxas

Chopin, Bach, Debussy (no dobra to nie wykonawcy), w kółko Amerykanina w Paryżu (no właśnie – film też uwielniam)

Bebel Gilberto, Joao Giberto i tym podobne co mi przypomina, że uwielbiam film Czarny Orfeusz i kończę bo będę sobie co chwilę jakiś film przypominać

Aaaa jeszcze uwielbiam film Avalon (mimo słabej gry większości polskich aktorów)

4 rzeczy, które robię po wejściu na internet:

poczta

blogi

ostatnio wizaż w poszukiwaniu nowości mineralnych

ostatnio szperanie po sklepach mineralnych , wcześniej osinka i niuchanie za nowymi gazetkami robótkowymi

4 osoby, które zapraszam do zabawy:

Pewnie wszyscy których znam już zostali ustrzeleni a ja strzelać nie lubię :)

Naprawdę nie mam pojęcia kiedy mnie wena na dzierganie natchnie dlatego nie wiem kiedy i o czym będzie najbliższy post. Życzę wszystkim miłej, słonecznej niedzieli :)