wtorek, 26 maja 2009

Rekordowe gadulstwo nie na temat

Bo jeszcze o minerałach będzie.

Mawiamy sobie z Marcinem, że kiedyś mężowie wszystkich żon wodzonych przeze mnie na pokuszenie zrzucą się na jakiegoś skutecznego snajpera ;) Póki jednak tegonie uczynią zamieszczę jeszcze słów kilka na ten temat.

Jest ku temu okazja albowiem wczoraj w końcu doczekałam się na moją przesyłkę z Everyday Minerals. Wyglądałam jej nerwowo od początku zeszłego tygodnia. Pod koniec było nawet dramatycznie bo awizo wylądowało w skrzynce u rodziców. Wiedziałam że przesyłka jest ale musiałam czekać kolejny dzień. Następnego dnia (piątek) wystrzeliłam z samego rana na pocztę i okazało się, że to nie paczka tylko polecony – do tego z urzędu celnego. Byłam ogromnie rozczarowana, już nawet nie tak bardzo tym, że będę musiała opłacić haracz żeby przesyłkę dostać (Vat bo z cła ponoć kosmetyki są zwolnione) ale że formalności potrwają kolejny tydzień  - bo nadawca źle paczkę opisał (nadawca zawsze pisze chyba że to sample a im wartość nie pasowała) bo trzeba wysłać im rachunek bo oni dopiero wtedy naliczą Vat i wyślą. Byłam na dnie czarnej rozpaczy ale dzisiaj rano Marcin pojechał do Urzędu Celnego i okazało się, że całość na szczęście udało się załatwić od ręki. Poczta i cło były drzwi w drzwi tak że wystarczyło (łatwo powiedzieć) odczekać jeszcze “tylko” do powrotu Marcina żeby dorwać paczuszkę.

Paczuszkę ze słoiczkami i pędzelkami bo chociaż psim swędem zamówiłam pędzle na 2 godziny przez wyczerpaniem zasobów  i drżałam czy będą w paczce – to były wszystkie :)

Zamierzam teraz rozpisać się na temat zawartości więc uprzedzam, że o robótkach już do końca postu nic nie napiszę.

Już jakiś czas miziam się tymi proszkami (cały czas próbkami które zamówiłam ponad miesiąc temu) i jestem z nich zadowolona. Nie rozróżniam co prawda odcieni podkładów (w słoiczku owszem na twarzy nie bardzo) nie widzę różnicy między formułami (nawet między tą najlżejszą a najbardziej kryjącą) ale ze wszystkich próbek jestem tak samozadowolona. Nie czuję ich na twarzy, czasem zastanawiam się czy w ogóle makijaż widać, ale kiedy oglądam buzię rano w lustrze to różnica jest zasadnicza.

Kwestia matowania – ja po jakimś czasie się świecę w tradycyjnych miejscach. Świecę się w tych miejscach i bez makijażu. Profesjonalistki zapewne stosują na to jakieś bazy albo bibułki matujące – ja przykładam w świecącym miejscu chusteczkę (pewnie barbarzyńska metoda) i problem z głowy.

Kwestia ukrywanie – na pewno wiem, że korektor intensive (ja mam medium bo on ma różne odcienie) na pewno ładnie ujednolica mi spieczony nos, kryje sporo przebarwień na policzkach i łagodzi plamy od słońca.

Na pewno wiem, że korektor Anussie Perk Me Up działa ładnie jak rozjaśniacz pod oczy. Niedawno się nim pomaziałam i Marcin potwierdził że efekt taki sam jak po specyfiku Estee Lauder którą mi pokazywano w perfumerii.

Miętowy korektor będę jeszcze testować, ale po pierwszym teście widzę, że popękane naczynka widać z znacznie mniej (jak zerknę z bliska w lusterko to je widzę ale nie wiem czy nie mam za dużych wymagań i za dużych naczynek ;))

Czy puder na to wszystko potrzebny (tego pudru ryżowego który zamówiłam można uzywać też jako “Primer” – czyli przed podkładem i później jeszcze lekko na) – nie wiem. Ja daję odrobinę bo dodatkowo matuje i chyba ma utrwalać makijaż ale jako zielony szczypion makijażowy nie dostrzegłam różnicy. Myślę, że miziam się nim bo to zawsze kilka pieszczot pędzlem więcej ;) Zastrzegam że nie zamówiłam w końcu pudru Kaolinowego który ma szczególne zdolności absorbowania sebum (pomyślałam że skoro wysusza to i prowokuje skórę do większego wydzielania).

Róże – używałam sporadycznie bez doświadczenia, dlatego ostrożnie z nimi postępuję (pewnie długo jeszcze pojadę na tych próbkach które mam). Od czasu pierwszego zamówienia w Everyday Minerals mam lekkiego kręćka na ich punkcie. Nieodmiennie jednak, jakiego różu bym nie użyła (fakt że kręcę się mniej więcej w tej samej kolorystyce) Marcin wyrokuje, że mam normalny naturalny rumieniec.

Cienie – w dzisiejszej paczce przyszedł do mnie zestaw wiosenny. Bardzo eksperymentalnie zamówiłam bo jest tam zieleń (bardzo delikatna), żółć (jeszcze delikatniejsza) i w zasadzie biel jako rozjaśnienie pod brew – wszystkie lekko połyskujące i delikatne. Na cienie najtrudniej mi się zdecydować bo uważam, że we wszystkich wyglądam źle ale tym daję szansę – wyglądają delikatnie i świeżo. Jeszcze się do tej zieleni przyzwyczajam ale myślę, ze będę nosić. Mimo wcześniejszej niechęci ( do brązów) zainwestuję chyba w przyszłości w jakiś codzienny zestaw neutralnych beży i brązów (akurat jest taki gotowiec w nowościach więc byłoby najłatwiej)

Pudry – mam dwa ryżowe, jeden w kolorze Sunlight, jeden lekko brązujący (nie testowałam) oba transparentne, drugi podobno nie brązuje tylko nadaje lekki ocień więc ryzyka nie ma.

Pędzle – miałam do tej pory do porównania kilkunastoletni pędzel kupiony dlatego, że miał ładny seledynowy kolor więc specjalnie wybredna nie jestem ale i tak się wypowiem :)

Poniżej zebrana przeze mnie kolekcja pędzli (2 kupione pojedynczo przy poprzednich darmowych próbkach (tego cło nie łapie) – od lewej Skunkless Fotptic Brush, Flat Top, Long Handled Kabuki, Angled Brush (do rożu), Eye Kabuki i pędzel do cieni (dorzucany do kompletu wiosennego z różami i cieniami):

P1270052

Long Handled Kabuki – wydaje mi się, że to niezbędne minimum. Wyczytałam, że można nakładać nim i puder i podkład i róż -  tak sobie radziłam do tej pory i było miło.  Mięciutki tak bardzo, że przez niego miziam się dłużej niż powinnam.

Flat Top – zaliczyłam jedno nakładanie podkładu tym pędzlem i chyba rzeczywiście kryje mocniej od Long Handled Kabuki (zgodnie z informacją na wizażu). Bardziej zwarty od Long Handled Kabuki, przez to nie taki milusi ale świetny do stemplowania twarzy przed rozcieraniem (że tak trzeba dowiedziałam się z filmów na youtube).

Eye Kabuki – świetny do nakładania cienia na całą powiekę oraz do korektorów (ja nie mam punktowych problemów tylko większe więc nie potrzebuję super precyzyjnych pędzelków) – lubię bo bardzo bo wiem że nie będę miała czasu ani cierpliwości do częstego robienia jakiegoś skomplikowanego makijażu oka (jeśli się tego nauczę w końcu z pomocą filmów na youtube). Najczęściej zapewne machnę tym pędzlem po całej powiece i tyle.

Pędzelek do cieni, który dostałam dzisiaj (jako załącznik do kompletu cieni wiosennych) – nigdy nie miałam więc nie mam porównania. Dosyć twardy i zwarty, pewnie dlatego piszą że precyzyjny i można nim nawet kreskę zrobić)

Pędzel do różu  (Angled Brush)– wzięłam do róży delikatniejszych, do mocniejszych wzięłam Skunkless Foptic Brush który budzi ponoć kontrowersje (na tyle, że jego cenę obniżono o połowę) ale ja nie mam uprzedzeń – jest najdelikatniejszy (ma rzadszy włos) – nakładać śladowe ilości proszku dzięki temu można bez ryzyka kłaść nim ciemniejsze róże (przetestowałam). Można też skunksem nakładać podkład i puder jesli chcemy nałożyć minimalną ilość na twarz. To największy pędzel z kolekcji i najdłuższym włosiu na co dziewczyny też marudzą – dla mnie to najmilejszy w dotylu pędzel i to że duży wcale mi nie przeszkadza. Myślę, że przez niego będę dłużej siedzieć rano przy lustrze ;)

Z powodu skunksika pominęłam opis zwykłego pędzla do różu – jest tak samo miękki jak Long Handled Kabuki, jest skośny (dlaczego taki ma być jeszcze nie wiem) nakłada się nim dobrze róż ale wiele więcej nie napiszę – za mało wiem, za mało używałam. Zresztą jak mogę się wypowiedzieć na temat rumieńców które nieodmiennie wychodzą naturalnie?

Aaa dorzucili mi jeszcze gratis ( taka akurat promocja była) balsam do ust (chyba marudzono na niego trochę na wizażu) o miętowo lawendowy. Zabawne uczucie – to taki balsam przy którym wdychając powietrze czujesz odświeżenie jak przy wdechu przy świeżo umytych zębach ;)

Tutaj pozostała część przesyłki (bez 4 pędzli) – proszę nie sugerować się kolorami, kto chce zobaczyć lepiej odwzorowane odsyłam do albumu wizażowego (odnośnik jest na pierwszej stronie wątku do któego podalam linka):

P1270058

Tutaj cała kolekcja łącznie z poprzednimi darmowymi próbkami (dwiema)  i cieniem do brwi – czwórkami w górnym rzędzie korektory za nimi 4 cienie, na końcu kwartet róży, dolna część kartki to podkłady i pudry:

P1270060Wychodzi na

Podsumowując – w życiu nie miałam takiego zestawu kosmetyków, że o pędzlach nie wspomnę. Nie licząc pędzli, podkładu i pudru wszystkie proszki to sample. W większości z darmowych próbek, częściowo dorzucane do zamówieni dodatkowo .Sampel kosztuje 2,5 dolara ale jest to spory sampel – uważam, że cienie do oczu spokojnie wystarczą mi w tym rozmiarze ( i pewnie ich nie zużyję). Podobnie zresztą z różami i większością korektorów – zużywać je będę długo. Może kiedyś, kiedy upodobam sobie jeden szczególnie, zdecyduję się na większy pojemnik – ale to w dalekiej przyszłości.

Co jakiś czas pojawia się na wizażu pogłoska jakoby darmowe sample miały zniknąć (darmowe to znaczy płaci się wyłącznie za wysyłkę). Nie trafiłam do tej pory na stronie EDM na takie ogłoszenie ale faktem jest że z początkiem lipca zapowiadane są pewne zmiany i zapewne niektóre z nich będą na naszą niekorzyść.

Jeśli ktoś będzie miał ochotę zabawić się z tymi proszkami odsyłam do wątku na wizażu – podałam linka do ostatniej części (są już trzy)

W pierwszym poście tego wątku jest naprawdę wszystko co należy wiedzieć o tych minerałach i o tym jak zamawiać próbki. Jest o i tym jak płacić. Informacje są obszerne i skierowane do laików więc nikt nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem. Są odsyłacze do filmów, są instruktaże obrazkowe – naprawdę dają tam wyczerpujące odpowiedzi na większość pytań.

Czas przesyłki jest zróżnicowany – w moim przypadku próbki szły do mnie 9 dni, jesli zaś chodzi o paczkę – podobnie chociaż trudno mi do końca określić ile bo swoje odleżała w celnym (polecony priorytet z celnego szedł 5 dni >:)) Może iść znacznie dłużej – do 25 dni.

Na najważniejsze pytanie – jaki kolor wybrać podam przepis najprostszy – zrobić sobie zdjęcie (nie musi być cała twarz wystarczy kawałek policzka i szyi w naturalnym świetle) i poprosić w tym wątku o pomoc w doborze podkładu, korektora i różu. Jeśli lokalny guru od doboru (nick Pastereczka) ma czas to bezbłędnie wytypuje nam kolory od których należy zacząć testy. Jeśli Pastereczki nie ma, na pewno pomoże ktoś inny. Można też oczywiście próbować samemu.

Jeszcze jedno – zdarzają się wypadki, że komuś kosmetyki tej firmy nie odpowiadają. Źle się w nich czuje, skóra źle na nie reaguje. Bywa, że trzeba poszukać w kosmetykach innych firm (tutaj jest pełna lista firm z zaznaczeniem kto wysyła próbki). Bywa też, że skóra musi się do tego kosmetyku przyzwyczaić – początkowo reaguje źle później wszystko wraca do normy, co więcej jej kondycja się poprawia. Fachowe wyjaśnienie zjawiska oczywiście na wizażu.

Warto wspomnieć, że istnieje też możliwość dołączenia się do zakupów zbiorowych – koszty wówczas dzielą się na kilka osób i są zdecydowanie niższe niż zamówienie indywidualne. O ile się orientuję nie zamawia się w ten sposób próbek darmowych (tylko jeden darmowy komplet może przypadać na jedno zamówienie). Zamówienia zbiorowe znajdują się w tym wątku.

Skoro przy kosztach jesteśmy – firm oferujących kosmetyki mineralne jest mnóstwo, ta wyróżnia się darmowymi próbkami (na razie) oraz bardzo ciekawą ofertą jeżeli chcemy kupić zestaw kosmetyków. Dowolnych 6 produktów w zestawie kosztuje 35 dolarów (może to być na przykład 6 pędzli po 10 dolarów każdy albo 6 pudrówpo 14 dolarów każdy), Dowolnych 12 produktów w zestawie kosztuje 50 dolarów (na tym zestawie bazują zamówienia zbiorowe o których przed chwilą pisałam). Zestawy za 50 dolarów mają zostać zlikwidowane albo uszczuplone bo żerują na nich sprzedawcy ebay (to oficjalne zeznanie EDM;)) Tak więc, jeśli potrzebujemy wyprawki w postaci pudru/pudrów, pędzla/pędzli, podkładu/podkładów i nazbiera nam się tego 6 sztuk to lepiej brać kita za 35 dolarów, jeśli mniej chcemy lepiej dołączyć się do zamówień zbiorowych.

Jeśli chodzi o Vat (bo z cła kosmetyki są zwolnione) – to kwestia szczęścia, nie wszystkie paczki są łapane (e tym roku łapanki są częstrze widać mamy większa dziure w budżecie), ale niektórzy mają pecha i dorzucają im Vat zawsze. Vat to 22 procent z kwoty – wartość paczki + przesyłka. Przy kwocie 64 dolarów naliczyli Vat + obsługę (taa za to też się płąci) 50 złotych – całość kosztowała mnie zatem jakies 250 złotych. Wydaje się , że dużo. Ale z drugiej strony za dobry podkład w sklepie płaci się ponad stówę i to lekko licząc a w paczce miałam 4 pędzle, 2 pełnowymiarowe pudry, jeden pełnowymiarowy podkład, 3 pełnowymiarowe cienie (cienie mają rozmiar sampla), sampel różu , sampel korektora no i oczywiście dorzuciłam sobie darmowe próbki podkładów (3 podklady, róż i korektor) – policzcie sobie ile by to kosztowało gdyby kupować osobno i gdyby kupować to u nas w sklepie.

UDATE: Znalazłam coś takiego odnośnie Vat. Czy dobrze rozumiem, że do 22 Euro Vatem nas nie obłożą?

Warto przed zamówieniem zaczekać na jakąś interesującą promocję (wyświetlane są w opcji Specials) czasem to zniżka, czasem coś dorzucają.

Do orientacji w temacie przydałoby się przebrnięcie przez wszystkie 3 części wątku który podałam na początku. Przyprawia to o ból głowy i nie jest wykonalne na jeden raz więc podaję linka do opinii wizażowych na temat wybranych produktów. Warto się z nimi zapoznać chociażby dlatego, żeby dowiedzieć się, że nie wszystkie pędzle Everyday Minerals nadają się do produktów prasowanych.

Nadubałam chyba rekordowo długi post ale mam wrażenie że nie o wszystkim jeszcze napisałam. Zainteresowanym polecam lekturę wizażu.

Ps. W zeszłym tygodniu zamówiłam próbki Lumiere :)

Ps 2. Trochę po łebkach potraktowałam ostatnio punkt o marzeniach a przecież mam takie całkiem konkretne :)

Znać Lao Jia Yi Lu  jak Chen Xiaowang (na filmie jest oczywiście malutki kawałek formy)

Być wokalistą Led Zeppelin, głównie o Kashmir mi chodzi :) 

Być wokalistą starego Marillion ;) a realniej (akurat) zaliczyć koncert starego Marillion :)

zatanczyc z Genem Kelly ;) A realniej umieć chociaż mikron tego co on potrafił ech…

Takich skromnych marzeń mam jeszcze parę ale akurat zebrały się cztery :)

Ps 3. (jeżeli ktoś tutaj jeszcze dobrnął) – nałożyłam dzisiaj makijaż rano oblatałam ciucholand (z Majką), targowisko, miasto w pełnym słóncu i po powrocie stwierdzam że lekko mi się nosek świeci (to ja go chusteczką). Cienie na oczach subtelne trzeba się przyjrzeć ale jednak widać że coś się przy nich majstrowało.

22 komentarze:

Anonimowy pisze...

No to Kochana poszalałaś z zakupami na dobre:))) Ja czekam teraz na próbki z Lumiere i Joopa:)I "wpadłam" również w biochemię:)
Pozdrawiam serdecznie
Kasia (jedna, z tych, które "zaraziłaś" minerałami):)))

Kath pisze...

No, wiem - jak się tak wszystko razem zbierze to zbrodnia jakoś gorzej wygląda :)

Laura pisze...

Czy Ty do wszystkiego musisz tak perfekcyjnie podchodzić? Nie przebrnęłam drugiego wątku na wizażu i miałam kociokwik. Tutaj doczytałam,ale żeby zrozumieć chyba przeczytam jeszcze ze dwa razy. Pewnie nie kupię,bo sie żyła zrobiłam i wszystko przeliczam na włóczki i papiery,oraz farby i lakiery ;). Ale nawet to ciekawe. Coś mi się tylko tłucze po łebie dawno przeczytana opinia,że ryżowe pudry zatykają pory. Proszę się odnieść do tej opinii :P

Kath pisze...

Znaczy perfekcyjnie niezrozumiale było? :) Co jakiś czas ktoś tam pisze, że go zapycha ale nie jest to chyba przeważająca tendencja, raczej dziewczyny marudzą, że ryż będzie wycofywany. Swoją drogą poczytam sobie co to się dzieje jak się taki por zapcha bom ciekawa :)

Jagienka pisze...

o, widzę że święta w tym roku wypadają w maju! ja ciągle maziam się swoimi próbkami i też za bardzo różnicy w kolorach nie widzę. Za to pędzel na 100% zamówię, bo moje stare trupy drapią mnie po twarzy.

Ide wreszcie poprzeglądać dyskusje na wizażu... może się wreszcie czegoś o makijażu dowiem.

zazdroszczę paczuszki

Anonimowy pisze...

widzę, że jak się za coś bierzesz to dogłębnie:)
hm, czy ja bym chciała być dwumetrowym Szkotem, w sensie bycia wokalistą starego Marillion to nie wiem, ale na koncert Fisha to zawsze z największą przyjemnością. mało kto ma taką energię na scenie...

pozdruffki

effcia

Kath pisze...

Zgadza się, Fish do teraz ma niesamowitą energię i haryzmę zawsze wychodzę skrajnie wyczerpana z jego koncertów. Życzenia nie należy traktować dosłownie :) Myślę sobie, że wykonując te utwory przeżywa się je jeszcze mocniej niż słuchając i tego zazdroszczę :)
Dogłębnie staram się brać za coś zwłaszcza kiedy w rachubę wchodzi twarda waluta ;)
Jagienko - ja stwierdzilam ze skoro roznicy nie widać to tym lepiej, byle od szyi się nie różniło i problem wyboru z głowy :)

Anonimowy pisze...

ha! wygląda na to, że mogłyśmy być na tych samych koncertach :)
z pewnego koncertu zabrzańskiego mam między innymi takie wspomnienia: http://onephoto.net/uploads/e/effcia/1141405346_gal_sushibar.jpg
http://onephoto.net/uploads/e/effcia/1141979505_gal_sushi4.jpg

effcia

rybka pisze...

Ujawniam się jako kolejna zwiedzona na pokuszenie przez Ciebie kosmetykami mineralnymi. Właśnie listonosz przyniósł próbki z EM :)
I czekam z niecierpliwością na powrót Twojej weny drutowej, bo może znowu coś podpatrzę (właśnie skończyłam wypatrzone u Ciebie listki).
pozdrawiam
Kasia

Kath pisze...

W zabrzu byłam na Fiszu dwa razy, raz grał przed nim Abraxas, raz jakaś rockowa dziewczyna.Ostatnio zaś byłam na jego kameralnym (dosyć) koncercie w Krakowie obok Świniarni z którego wyszłam głucha z wytrzęsionym żołądkiem i opuchnietymi dłońmi - cudnie było! Na tym ostatnim koncercie pierwsz raz zaśpiewał mnóstwo hitów z czasów Marillion, chyba wtedy wygasł mu zakaz.

Kath pisze...

Effciu - zapomniałabym- zdjęcia pięknie! Ten facet ma w sobie coś eletryzującego, nie mogę od niego oderwać wzroku na koncertach.

Anonimowy pisze...

byłam na pierwszym po rozstaniu z Marillion koncercie w Polskce, w Krakowie bodaj w 1991, potem 2 razy w Zabrzu, w Krakowie (ze 4 koncerty), ostatni raz w Poznaniu 10 lat temu. ostatnie koncerty jakoś mnie nieszczęśliwie omijały, bo jednak z cyckowym oseskiem nie bardzo się da iść na koncert. teraz dzieci mi nieco podrosły, ale Fish z powodów zdrowotnych zawiesił koncertowanie do odwolania :( a taki kop energetyczny przydalby mi się bardzo. pozostaje szczęśliwie muzyka. pierwsze płyty Marillion zestarzały sie nieco, ale Misplaced Childchood i Clutching at Straws mogę bez końca, podobnie jak Fellini days i tę ostatnią 13th Star...

effcia

Anonimowy pisze...

zdjęcia są z Zabrza z 1995, trasa Suits o ile dobrze pamiętam.... stulecia temu....

e.

Dajda pisze...

Przyznam szczerze, że tylko obiegam wzrokiem te wiadomości o kosmetykach, bo nie chcę się dac zarazic. Ale dwie rzeczy mnie zachwyciły: balsam miętowo-lawendowy, to musi byc coś wspaniałego- to po pierwsze. A po drugie: "psim swędem"!? W życiu nie słyszałam takiego wyrażenia, muszę go chyba zacząc używac. :)

Kath pisze...

Dajdo aż się zestrachałam że takie wyrażenie sobie wymyśliłam bo też nie wiem skąd je "mam" ale proszę:
http://pl.wiktionary.org/wiki/psim_sw%C4%99dem
Dziewczyny na wizażu na te balsamy narzekały że apteczne i tak dalej, ale mnie się ta świeżość podoba, mało zepsuty klient jeszcze ze mnie ;)

antosia pisze...

Kath, jak to dobrze że psim swędem zaraziłaś tyle osób tymi kosmetykami. Dzięki za opis, wszystkiego. Zamówiłam kolejne próbki i jeden pędzel (ja mam już niezłą kolekcję). Jeśli ktoś chciałby ekologicznie się kosmetyczyc, to polecam kosmetyki Lavery ( do całego ciała) a amerykanizmy Bubble&Bubble do włosów. B&B mają takie coś do włosów, że wreszcie moje włosy na dłuzej niż na 30 minut są podkręcone i mają objetość. Wspomniane kosmetyki mozna nabyć w kraju.:))) A jeśli chodzi o VAT, to rok temu też coś takeigo czytałam, że do pewnej kwoty nie ma Vat'u, ale nie byłam pewna, bo to się zmieniało w czasie:))

Brahdelt pisze...

Ja też nie widzę różnicy kolorów na twarzy, ale dzielnie nakładam co i raz inny, i podziwiam się w lustrze! *^v^* Bo dotarły już do mnie próbki z EDM, pędzel jest boski! I nawet podoba mi się, że ich za bardzo nie widać na twarzy, tylko buzia jakaś taka gładsza. *^v^*
Na maila odpiszę Ci jak podłączymy się na stałe do sieci, bo na razie to tak z doskoku tylko. ^^

Anonimowy pisze...

Ten blog został przeze mnie nominowany do Konkursu bobbyy.pl
Aby wziąć udział w konkursie, jako autor musisz go jednak oficjalnie zgłosić na stronie konkursu.
Jeśli jesteś czytelnikiem tego bloga i zgadzasz się z moją nominacją, możesz oddać swój głos na stronie z profilem bloga
Pełny link do nominacji: http://bobbyy.pl/nominacja.php?id=329

Anonimowy pisze...

Witajcie! Podczytuję ten blog i komentarze od dawna ale po raz pierwszy pozwolę sobie wlać łyżeczkę dziegciu w tę beczkę miodu na temat "minerałów". Otóż, podkłady mineralne są one całkiem dobre przy relatywnie niezłych cerach. Przy skórze bardzo tłustej po pewnym czasie dają brzydki efekt "mokrego tynku", niemiłosiernie podkreślają suche miejsca a ponadto, metoda nakładania przez wcieranie pędzlem może podrażniać cerę delikatną i naczynkową. Świetne jest to, że bez problemu można kupić próbki i to na polskich stronach również. Jeśli zaś chodzi o cienie mineralne, to są one porównywalne z tzw. pigmentami Inglota, chociaż wybór kolorów mineralnych jest bez porównania większy. Miłych eksperymentów :)
Pozdrawiam,
Joanna

sprezyna pisze...

Kath zlituj się i napisz coś... chcesz mnie wykończyć?!

Anonimowy pisze...

właśnie, właśnie!!! cisza straszna. odezwij się Kasiu!

effcia

qrka pisze...

litości kobieto, serca nie masz? Kilka razy dziennie zaczęłam tu zaglądać, martwię się.