Najwyraźniej już czerwony topik był tutaj znakiem którego nie dostrzegłam. Drugi znak to Lorenowe bolerko. Na trzeci nie będę czekać, bo się boję :)
Miałam pewne oczekiwania dotyczące wczorajszego meczu - założyłam sobie bowiem, że skończę w tym czasie bordiurę i dzisiaj pozostanie mi tylko jej przyszywanie. Jakże mocno mnie mecz rozczarował - bordiura przyrastała bardzo wolno, kończylam ją jeszcze w trakcie dzisiejszej Majowej drzemki. W efekcie skończyłam po południu, przymierzyłam i stwierdzam, że albo ja się do bolerek tego typu nie nadaję, albo po prostu wyszło ono ciut za duże. (chociaż wszystkie wymiary się zgadzają) Z czego wnoszę? Bo lepiej pasuje na moją siostrę, która nosi większy rozmiar. Siostra bolerka nie przygarnie, bo warkoczowe wzory poszerzają (zgadzam się z nią, też się jakoś szeroko w nim czułam) zatem bolerko pójdzie na przemiał. Oto zdjęcia historyczne - bez obrobionych rękawów:
Nie wykluczam, że podejdę jeszcze do bolerka jakiegoś, chociaż mam tendencje do nieustannego obciągania takowych :) Pewnie najbliższe to będzie to gładkie z Vogue'a - ale to już po korneliowym sweterku (chociaż serce do drutów się wyrywa :))
Zamówiłam włóczkę (kojarzy mi się ten tekst ze spotkaniami AA). Do teraz jestem tym podekscytowana, bo pierwszy raz zamówiłam coś na ebay'u (ta moja zaściankowość). Czegoś tak luksusowego (czyli z domieszką jedwabiu) w rękach jeszcze nie miałam więc do teraz jestem lekko oszołonioma swoim postępkiem.
Powód mojego postępku nosi nazwę Jagger Spun Zephyr w kolorze mahogany (kolor 76). Strasznie podoba mi się też kolor 60 i 74 (tak naprawdę sporo w tej palecie bajecznych kolorów, jeśli wierzyć w odwzorowanie kolorów) ale na ebay'u ich nie było. Na swoją obronę mam przygotowane tłumaczenie - kupiłam włóczkę w konkretnym celu, którego póki co, nie zdradzę. Ilekroć bowiem ostatnio zarzekałam się, że coś wydziergam to wiecie jak to się kończyło.
Co do jutrzejszego dnia - śmieją się ze mnie w domu, że powinnam się jutro z drutkami wybrać na obchody 700-lecia Palowic, rozlokować się tam i oflagować. Marcin jest bardzo chętny do zrobienia z tego zajścia reportażu (z bezpiecznej odległości). Skoro już przy drwinach ze strony najbliższych jesteśmy to niedawno usłyszałam od siostry, że gdyby mnie wzięli do edycji Big Brothera, byłaby to najnudniejsza edycja wszechczasów. Jestem innego zdania - gdyby któraś z dotkniętych TĄ chorobą znalazła się w Big Brotherze osobiście leciałabym co rano, zaraz po przebudzeniu włączać telewizor żeby sprawdzić na jakim etapie jest robótka:)